ŚWIĘCI NIE PRZEMIJAJĄ. ŚWIĘCI WOŁAJĄ O ŚWIĘTOŚĆ

Św. José Sánchez del Río

Psotliwy? Tak. Niegrzeczny? Bywało… Zdeterminowany? Aż do granic bólu fizycznego,
do granic życia, żeby tylko zdobyć niebo mimo zaledwie 14 lat. „Nigdy nie będzie mi
tak łatwo wejść do nieba jak teraz! Nie mogę stracić tej okazji”. José Sánchez del Río,
Meksykanin, urodzony 28 marca 1913 r. w Sahuayo.

MAŁGORZATA TRAWKA

Wrocław

José Sánchez del Río został kanonizowany 16 października 2016 r.

CITROMIKE/WIKIMEDIA COMMONS CC BY 4.0

Okazji nie stracił. Długo przekonywał mamę, żeby mimo jego młodego wieku pomogła mu wzorem starszych braci wstąpić w szeregi cristeros – powstańców, którzy w latach 1926–1929 stanęli w obronie wiary wobec antykatolickich reform prezydenta Plutarco Elíasa Callesa. W liście do generała Prudenzio Mendozy, dowódcy cristeros, pisał: „Chciałbym umrzeć jako obrońca wiary z okrzykiem: Niech żyje Chrystus Król i Matka Boża z Guadalupe!”. Ten z wielkimi oporami przyjął chłopca, który z radością i poświęceniem pomagał żołnierzom czyścić broń, przygotowywać posiłki, dbać o konie. Ale mały José – zwany Joselito – żył nie tylko pragnieniem męczeństwa. Jego codzienność uświęcona była modlitwą, miłością do Eucharystii i Maryi (wśród cristeros zyskał nawet przydomek Tarsycjusz od młodego rzymskiego męczennika) oraz sumiennością w wypełnianiu obowiązków. Zaś 6 lutego 1928 r. okazało się, że również heroiczną miłością do drugiego człowieka. Gdy w czasie bitwy dowódca powstańców stracił konia, José oddał mu swojego. To wtedy został pojmany. Wobec próby, która go czekała, determinacja chłopca, by oddać życie za Chrystusa, wręcz narastała.
Patron dzieci doznających przemocy
Tu na chwilę przerwiemy tę historię. Będzie bardziej prywatnie. Był 11 grudnia 2024 r., przeddzień wspomnienia Matki Bożej z Guadalupe. Na wieczornych roratach w czasie modlitwy wiernych można było wypowiedzieć swoją intencję. Powiedziałam to, co leżało mi najgłębiej w sercu (a nie przyszło mi to wcale łatwo): prośbę o nawrócenie tych, którzy swoimi decyzjami, działaniami lub zaniechaniem krzywdzą dzieci. Dwa lata wcześniej prosiłam św. José, żeby modlił się w tej intencji razem ze mną. Wierzyłam, że jako patron dzieci doznających przemocy nie odmówi mi tego i będzie moim towarzyszem w tym zadaniu. Kiedy podczas wspomnianych rorat w modlitwie eucharystycznej ksiądz przywołał José Sáncheza del Río, po prostu mnie zamurowało. Skąd Ty, mój mały Przyjacielu, znalazłeś się w tej modlitwie właśnie dziś tu, na Swojczycach? To był dla mnie znak, że José przyjął moje zaproszenie i modli się razem ze mną.
Świadectwo
A jak to się stało, że ten młody święty znalazł się tego dnia w naszej parafii? Dzięki Jankowi Świdurskiemu, 17-latkowi służącemu do Mszy św., który wykorzystując roratni zwyczaj rozdawania obrazków świętych, przyszedł tego dnia właśnie ze św. José. Janek opowiadał w kościele o życiu świętego i o jego ostatnich dniach. O tym, jak José został zmuszony oglądać egzekucję swojego kolegi, który jednak cudem ocalał. O tym, jak dzielnie znosił tortury w niewoli i jak szedł z okrutnie poranionymi stopami na cmentarz, gdzie był już wykopany jego własny grób. Przez cały czas jego niezmienną odpowiedzią na komentarze i kpiny oprawców było: „Niech żyje Chrystus Król i Najświętsza Panienka z Guadalupe!”. Umarł zadźgany i zastrzelony, ostatnimi siłami rysując na ziemi krzyż. Stało się to 10 lutego 1928 r.

Janek (a z bierzmowania Józef) poznał José dzięki filmowi Cristiada, który został mu polecony przez starszego brata. Jest mu wdzięczny, ponieważ poznał chłopaka w swoim wieku, który zrobił na nim wielkie wrażenie: „To był czas, kiedy przygotowywałem się do bierzmowania i szukałem właśnie świętego czy błogosławionego, który będzie moim patronem – mówi Janek. – Spodobała mi się postać José. Urzekła mnie jego odwaga i zaufanie Chrystusowi, które wyrażał w trudnościach okrzykiem: «Viva Christo Rey!». To, co też było w nim wartościowe, to jego oddanie Najświętszej Maryi Pannie z Guadalupe. Maryja była dla niego bardzo ważna. Postawa tego młodego chłopaka, który pragnie być żołnierzem, zrywa się do walki, jego odwaga i wierność Chrystusowi spowodowały, że właśnie tego świętego wybrałem jako patrona bierzmowania”.
Święty wciąż aktualny
Choć teraz mamy już w gronie świętych i błogosławionych takich, którzy chodzili w trampkach i śmigali po internecie, to bohaterska postawa José i jego nienaruszalny katalog wartości nie pokryły się patyną. To ciągle działa na młodych, o czym przekonuje Janek: „Gotowość José, by pójść na śmierć i z dumą oddać się Chrystusowi, zachwyciła mnie. Był w stanie porzucić wszystko, nawet rodziców, których bardzo kochał i którym był wdzięczny za wychowanie. José nie jest u nas popularnym świętym, ale dla mnie jest bardzo ważny”.
Wspomnienie św. José Sáncheza del Río obchodzimy 10 lutego.

Zbliżenie na jedną
z maltretowanych stóp świętego

RAZERBELKIN/WIKIMEDIA COMMONS CC BY 4.0