KS ANDRZEJ DRAGUŁA

Zielona Góra

Ksiądz w kinie

Dzisiaj mowa będzie o księdzu na ekranie. Do podjęcia tego tematu sprowokował mnie amerykański miniserial Mare z Easttown ze świetną Kate Winslet w roli głównej, policjantką w prowincjonalnym miasteczku, a jednocześnie babcią rodziny w rozsypce. W serialu występuje dwóch duchownych: ks. Dan Hastings, proboszcz lokalnej parafii, oraz diakon Mark Burton.
Kanwę fabuły stanowią zaginięcia trzech młodych kobiet, w tym jedno morderstwo. Bardzo szybko podejrzenie pada na diakona Marka. W toku śledztwa okazuje się, że jest on niewinny, ale niesmak w społeczeństwie pozostaje. Pewnego wieczoru zostaje napadnięty przez grupę nastolatków. Namawiany do opuszczenia parafii przez proboszcza, decyduje się zostać i stawić czoło opinii publicznej.
Film kończy się piękną puentą. Diakon Mark wygłasza kazanie. W kościele siedzą obok siebie wszyscy zamieszani w toczące się śledztwo. „Część z was, widząc mnie za pulpitem, czuje się skrępowana – mówi Mark. – Wielu przywitało mnie z otwartymi ramionami, inni są zaniepokojeni. […] Sporo rozmyślałem i mam wrażenie, że wynurzyliśmy się z tunelu i wkraczamy w kolejną fazę uzdrowienia, że odradza się duch Easttown. […] Ale nie wszyscy członkowie społeczności wydobyli się z mroku. Zostali boleśnie doświadczeni przez los. Znajdują się na zewnątrz kręgu, do którego dawniej należeli […]. Może się wydawać, że ich miejsce jest na zewnątrz, a dla ich grzechów i kłamstw nie ma usprawiedliwienia. Nie nam jednak o tym decydować. Naszym zadaniem jest kochać. Idźcie do nich. Zamkną wam drzwi przed nosem, ponieważ myślą, że nie zasługują na miłosierdzie. Nie dajcie się odepchnąć”.
Chciałbym zwrócić uwagę na samo włączenie postaci duchownych w fabułę filmu, a tym samym uznanie wiary za istotny element życia społeczności. Jeśli chodzi o kinematografię amerykańską, nie jest to przykład odosobniony. Inaczej jest w polskim kinie. Jeśli pojawia się kapłan, to albo jako format księdza detektywa (Ojciec Mateusz), albo jako krotochwilna satyra (jak w cyklu filmów Jacka Bromskiego), albo ucieleśnienie wszelkiego grzechu (jak w Klerze), ewentualnie jako superbohater (Johnny). Przyznam, że od lat zastanawia mnie fakt, że dość duża powszechność wiary w społeczeństwie polskim nie znajduje swej reprezentacji filmowej. Nie chodzi mi o to, by nagle robić filmy religijne, ale o pewną społeczną prawdziwość. Oglądając polskie seriale, można odnieść wrażenie, że w Polsce żyją sami ludzie niewierzący, którzy dylematów moralnych nie rozwiązują w perspektywie wiary. Ksiądz i religia ukazywani są jako określone tematy (najczęściej krytycznie), a nie jako istotne elementy życia społecznego. Trzeba oglądać filmy skandynawskie, brytyjskie czy amerykańskie, a także francuskie, aby na ekranie pojawił się kapłan z dobrą nowiną, a nie wyłącznie ze skandalem w tle.