Starożytna sztuka żydowska

Zakaz obrazowania w judaizmie wywarł oczywisty wpływ na sztukę żydowską,
występujące w niej motywy i rodzaje zachowanych zabytków.

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Sefer Tora, czyli zwój z tekstem Tory, rodał,
przechowywany jest często w bardzo zdobnym futerale

MUSÉE D’ART ET D’HISTOIRE DU JUDAÏSME/WIKIMEDIA COMMONS

Gdy myślimy o sztuce starożytnej, naszym oczom ukazują się majestatyczne posągi na modłę grecką (w oryginale niezwykle barwne, a nie białe): Kariatydy wspierające Erechtejon na ateńskim Akropolu, delficki Auryga czy Doryforos Polikleta; fantastyczna ceramika ze wzorami geometrycznymi lub figuratywnymi, dziwaczne stwory i reliefy z wizerunkami bóstw i władców czy egipskie portrety mumiowe z Fajum. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno sztuka starożytnego uniwersum zwanego oikumenē czerpała z wizerunków ludzkich i zwierzęcych. A co się stanie, gdy wspomnianych zabraknie? Z tym problemem borykali się żydowscy artyści do późnej starożytności, gdy w przestrzeniach synagog pokroju tej z Dura Europos (III w.), Hamat Tiberias (IV/V w.) czy z Bet Alfa (VI w.) i kilku innych odstąpili okazjonalnie od zakazu Prawa.
Cios dla sztuki?
Zakaz obrazowania nie istniał w starożytnym Izraelu od zarania jego historii. Jeśli wierzyć chronologii biblijnej, nawet w samej świątyni jerozolimskiej znajdowały się figury, zarówno zoomorficzne, jak i antropomorficzne (o ile można w takich kategoriach rozpatrywać wizerunki anielskie). Wspomnienie o tych pierwszych związane jest z kadzią służącą kapłanom do obmyć rytualnych, zwaną „morzem miedzianym”. Znajdowała się ona na dziedzińcu świątyni wzniesionej przez króla Salomona. Szczegółowy opis naczynia zawarto w Pierwszej Księdze Królewskiej (7, 23-26), wraz z niezwykle zaskakującą informacją: „Stało ono na dwunastu wołach” (w. 25). Czyż Hebrajczycy nie zostali ukarani i zganieni za ulanie sobie cielców (Wj 32, 8)? Jeszcze bardziej dziwić może miejsce ulokowania figur anielskich, co do których wyglądu nie mamy pewności – mowa o dwóch cherubach spoczywających na przebłagalni samej Arki Przymierza. Nakaz ich wykonania znalazł się w Księdze Wyjścia (25, 18 nn). Cheruby zdobiły również zasłony przybytku, a później także ściany świątyni Salomona (1 Krl 6, 29). Co jeszcze silniej może szokować, tajemniczy pesel, czyli posążek, którego dotyczyły zakazy, został odlany i umieszczony w sanktuarium Jahwe ufundowanym przez niejakiego Mikę w czasach sędziów (Sdz 17, 3 nn.)! Czyż nie jest to jawne złamanie Bożego przykazania: „Baczcie pilnie […] – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby [pesel] przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety, podobiznę jakiegokolwiek zwierzęcia”? (Pwt 4, 15-17; zob. Wj 20, 3-4). Badacze Biblii odpowiadają przecząco, zaznaczając, że micwa nie dotyczyła przestrzeni i przedmiotów sakralnych, co do których nie wysuwano takich wątpliwości, jakie budziły schizmatyckie świątynie z okresu monarchii w Betel i Dan, wraz z ich wersją kultu Jahwe, którego czczono pod postacią… cielców.
Co zamiast figur?
Nierespektowanie zakazu obrazowania w czasach sędziów (XII–XI w. przed Chr.) i w epoce monarchicznej (XI–VI w. przed Chr.) można wyjaśnić jeszcze chronologią, nawet pomimo bardzo starożytnych tradycji stojących za Torą. Radykalne ograniczenie tworzenia pesel wprowadzono bowiem dopiero w okresie tzw. Drugiej Świątyni, a więc po VI w. przed Chr., gdy Żydzi z wygnania babilońskiego powrócili na tereny Judy (ówczesnej perskiej prowincji Jehud). Pomimo tego, że świątynię odbudowano, nie znajdujemy żadnej informacji o umieszczeniu w niej nawet przywołanych wcześniej wołów czy cherubów (mimo obecności przebłagalni, którą pierwotnie zdobiły postaci anielskie, oraz morza miedzianego)! Sztuka żydowska jednoznacznie zrezygnowała z obrazowania w imię radykalnej wierności Bogu i Jego Prawu oraz w wyniku przeświadczenia, że obecność figur sprzyja bałwochwalstwu.

Ale lukę tę należało czymś wypełnić, wszak i Izrael z pewnością borykał się z obawą zwaną przez historyków sztuki horror vacui (lęk przed pustką). Tam, gdzie w innych regionach pojawiały się płaskorzeźby i dekoracje zoomorficzne, Żydzi zaczęli sięgać po ornamenty floralne (lulaw, liście akantu, gałązki oliwne, winną latorośl) i plecionki. A jak radzili sobie z niemożnością wyobrażania Boga? W prosty sposób – zamiast samego Stwórcy zaczęli reprodukować sprzęty świątynne, dając tym samym przystęp do wyobrażeń o wnętrzu najświętszej ze świątyń tym, którzy z różnych przyczyn – czy to związanych z kultyczną czystością, czy ze stanem posiadania i odległością, czy też z historią (żyli, gdy świątynia już nie istniała) – nie mogli do niej zawitać. Ponadto dostęp do najchętniej odwzorowywanych artefaktów mieli wyłącznie kapłani podczas pełnienia swojej służby. O jakich przedmiotach mowa? Głównie o siedmioramiennym świeczniku, czyli pięknej złotej menorze (Wj 25, 31-32), która oświetlała wnętrze pogrążonego w sakralnym mroku Miejsca Świętego, oraz o znajdującym się w tym samym miejscu ołtarzu chlebów pokładnych (25, 23-30), choć ukazywano również fasadę samego sanktuarium wraz z kotarami, czego przykładem jest mozaika z synagogi Bet Sze’an (V–VII w. po Chr.). Cóż więc takiego robili żydowscy artyści? To, co czynili chrześcijańscy głównie w późnej starożytności i w wiekach średnich – ożywiali tekst Świętych Ksiąg na tyle, na ile było im wolno to uczynić. Właśnie po obecności m.in. tych dwóch symboli identyfikuje się starożytne żydowskie budowle i artefakty. Ich wyobrażenia znaleźć można zarówno na posadzkach i kapitelach, jak i na ceramice (m.in. lampkach oliwnych) oraz monetach. Ujawnienie żydowskich symboli wielokrotnie zmieniało pogląd badaczy na dane znalezisko, czego świetnym przykładem jest synagoga w starożytnej Ostii, zidentyfikowana dzięki odkryciu jednego symbolu menory na architrawie.
Zaskakujące muzea
Wędrówka po muzeach prezentujących sztukę antyczną jest bezsprzecznie pouczająca pod wieloma względami. Stanowi nie tylko spotkanie z odległą kulturą, lecz także szansę na obcowanie z artystami poprzez ich dzieła, okazję do wglądu w ich tożsamość i postrzeganie świata. Każdy, kto odwiedził instytucje przechowujące zabytki starożytnej sztuki greckiej lub rzymskiej (która chętnie grecką naśladowała), z pewnością przytłoczony został urokiem filigranowych Tanagryjek, finezją biżuterii z reprodukcjami mitów, dynamiką scen przedstawionych na ceramice czerwono- i czarnofigurowej, monumentalnością i klasycznym pięknem posągów oraz mnogością wyobrażeń zwierzęcych. Odczuł na pewno na własnej skórze, jak różnorodna, bogata, wymyślna i przywiązana do mitu i tężyzny fizycznej była sztuka grecko-rzymska. Zupełnie odmiennym doświadczeniem okaże się wówczas spacer po muzeach ze starożytną sztuką żydowską, w których dominują elementy architektoniczne, ołtarze, ossuaria, zabytki związane z kulturą materialną (przęśliki, lampki oliwne, jednorodna ceramika, fragmenty tekstyliów i obuwia, fibule etc.) oraz… tekst pod postacią zarówno inskrypcji, jak i odnalezionych manuskryptów. Tu można skupić się na każdym detalu i interpretacji, które w wypadku obcowania ze starożytnymi Grecją i Rzymem (a nawet Mezopotamią, Minojczykami czy Fenicją) zwyczajnie umykają pod naporem mnogości. Choć nieobecność żydowskich wizerunków stwarza mnóstwo problemów (nawet przy rekonstrukcji wyglądu samego Pana Jezusa i apostołów), skutkuje ona powrotem do źródeł, ponieważ wzbudza w odbiorcy zaskakujące poczucie sacrum. I słusznie – wszak pierwotnie mouseion był niczym innym, jak sanktuarium.