„WIEM, KOMU UWIERZYŁEM” (2 TM 1,12)
Apologia na dzień powszedni

Nadzieja chwały – ciężar nadziei

„Czego jeszcze można oczekiwać po przyszłości, widząc to, co dzieje się dzisiaj?”.
Jest nadzieja. Dla wszystkich. Dla każdego. Nadzieja, która zawieść nie może.

BP MACIEJ MAŁYGA

Wrocław

Bezpieczna, silna i ciężka (kotwica
znad Jeziora Galilejskiego)

OYOYOYWIKIMEDIA COMMONS CC BY-SA 3.0

Nadzieja to tak „ufne oczekiwanie” błogosławieństwa Bożego i oglądania Go na końcu drogi (por. KKK 2090), że staje się ona pewnością. To przekonanie, że jutro będzie dobre, ponieważ dziś „miłość Boża rozlana jest w naszych sercach” – i dlatego „zawieść nie może” (Rz 5, 5). Jest czymś więcej niż pragnieniem lepszej przyszłości.
Nadzieja mała i wielka
Są nadzieje małe, dotyczące poszczególnych oczekiwań co do zdrowia, pracy, rodziny czy chwil szczęścia. Ich los będzie różny. Niektóre się spełnią, inne nie. Jest także wielka nadzieja, która dotyczy życia jako całości: „potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która musi przewyższać pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć” (Benedykt XVI, Encyklika Spe salvi, nr 31).
„Godła nadziei”
Jutro jest nieznane. Albo tak znane, że budzi lęk, znużenie i rozpacz. Nie brakuje znaków beznadziei: „zabawianie się na śmierć” (tak epokę telewizji nazwał Neil Postman), ucieczka w różnego rodzaju oszołomienie, fascynacja ryzykiem i śmiercią, naznaczone lękiem i przemocą projektowanie własnej przyszłości, brak dzieci w bogatych, ale smutnych społeczeństwach.
A jednak nadzieja ciągle odżywa. Jak pisał Charles Péguy, to zadziwia nawet Boga: „To, co mnie wprawia w podziw, rzecze Bóg – to nadzieja. I nie mogę się jej nadziwić. Tej małej nadziei, która ma wygląd takiego sobie nic” (Portyk misterium drugiej cnoty). Wygląda na małą wobec świata, ale jest od niego silniejsza i może go zwyciężyć (por. 1 J 5, 4). Dlatego jej symbolem stała się kotwica: „O jej doskonałości świadczy jej rozmiar, bo żadne narzędzie nie jest tak małe w stosunku do wielkiej pracy, którą musi wykonać”; „jest wykuta i ukształtowana dla wierności” (Joseph Conrad, Zwierciadło morza, w rozdziale Godła nadziei).
Zakotwiczeni w Bogu
Tak ukazuje ją Biblia: „my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus jako poprzednik wszedł za nas” (Hbr 6, 18b-20a).

Mamy zatem pewność co do przyszłości, ponieważ wiara w Jezusa zakotwicza nas „po drugiej stronie”, w Ojcu („W Nim [Jezusie] mamy śmiały przystęp [do Ojca] z ufnością, przez wiarę w Niego”, Ef 3, 12). Z okrętu życia nie widzimy, gdzie za taflą wody kotwica niknie, ale doświadczamy, że trzyma ona mocno.
Dla biblijnego autora kotwica nie musiała być kawałkiem żelaza z dwoma łapami. Jako kotwice służyły raczej duże, ciężkie kamienie, odpowiednio ukształtowane, które swoim ciężarem i masą trzymały okręt. Bóg jest naszą nadzieją („od Niego pochodzi moja nadzieja. On jedynie opoką i zbawieniem moim”, Ps 62, 6b-7a), ponieważ jest „ciężki” – w sensie swej potęgi. Stąd hebrajskie „chwała”, które pochodzi od słowa „ciężki” (kbd). „Ciężkość” Boga (kābôd Jahweh) to Jego potęga i majestat, które objawiają się w kosmosie i historii; w ostateczności to Jego chwała (por. z greckiego „ciężar chwały” w 2 Kor 4, 17).
W pełni czasów objawiła się ona „na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4, 6). On pośród nas – to „nadzieja chwały” (Kol 1, 27).
Ile ważę
Człowiek, który ma nadzieję, też jest „ciężki”. Tak Biblia określa Abrahama, w sensie jego bogactwa: był „bardzo zasobny [dosł. ciężki] w trzody, srebro i złoto”. Ale Abraham był „ciężki”, bo „wbrew nadziei uwierzył nadziei” (Rz 4, 18) i ruszył w drogę, „nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11, 8). Był „cięższy” niż Tomasz, który niepotrzebnie się martwił: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5).
Chodzi więc o to, aby stać się ciężkim. Nie być jak miotane falami dziecko (Ef 4, 14; por. Jk 1, 6) lub jak „obłoki bez wody wiatrami unoszone” (Jud 1, 12). Nie okazać się za lekkim („Tekel – zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki”, Dn 5, 27), lecz nabrać ciężaru. Prosić o nadzieję, bo jako cnota Boska jest ona Jego darem. Pracować nad nadzieją, bo rodzi się ona w dobrze przeżytych uciskach i trudach (Rz 5, 3-4).
Nadzieja dla wszystkich. Nadzieja dla każdego. Nadzieja, która zawieść nie może.

Warto: Ruszyć na szlaki nadziei
(www.pielgrzyminadziei.pl).