Bo świat jest ciekawy
Miłośnicy muzeów mogą poczuć się we Wrocławiu
w swoim żywiole. W gąszczu wielu propozycji warto
odnaleźć własną ścieżkę – bo miasto ma dla każdego
niepowtarzalną opowieść.
AGATA COMBIK
Wrocław
W Panoramie Racławickiej można podziwiać imponujących rozmiarów obraz
Bitwa pod Racławicami Jana Styki i Wojciecha Kossaka
DEPOSITPHOTOS
Zapewne inaczej zwiedza się miejsca „nie swoje”, widziane po raz pierwszy, a inaczej bywa z własną małą ojczyzną, gdzie krajobraz przemawia do nas raczej przez siatkę wspomnień i nawyków, przez ludzi i sprawy, które kojarzą się ze znajomą ulicą, z konkretnym drzewem, widokiem z okna. Czy nie okazuje się często, że lepiej znamy atrakcje turystyczne miejsc odległych, odwiedzanych np. w czasie wakacji, niż niektóre z oferowanych przez rodzinne miasto? Warto jednak raz po raz zaglądać do tych jego zakątków, gdzie przemówi do nas inaczej niż przez pryzmat codziennych zajęć.
Piękno i historia
Moja ścieżka muzealnych wędrówek prowadzi do głównego gmachu Muzeum Narodowego we Wrocławiu – z murami obrośniętymi wspaniałym winobluszczem, który jesienią przybiera niesamowite barwy. We wnętrzu, nie licząc czasowych wystaw, mam kilka ulubionych miejsc. Wśród nich są sale ze sztuką późnego średniowiecza, wypełnione tłumem „szczęśliwych świętych” – z Matką Bożą i innymi mieszkańcami nieba, o łagodnych uśmiechach i rumianych policzkach, z ciałami wdzięcznie przechylonymi, jak w tańcu. Można po raz kolejny odgadywać „kto jest kto”, dzięki towarzyszącym im atrybutom, odszyfrowywać znaczenie mieczy, kół, jabłek, wież, krat, smoków i innych rekwizytów.
Chętnie rzucam okiem na – zupełnie odmienne – XVII-wieczne obrazy Michaela Willmanna, na których historia ewangeliczna czy mitologiczna „dzieje się” w półmroku, pod konarami potężnych drzew, najwyraźniej pośród puszcz dawnego Śląska. Od lat przemawia do mnie Wizja Ezechiela Tobiasa Fendta (z 1565 r.) – z niezwykłą sceną ożywienia uschłych kości – a wszystko na tle baśniowego krajobrazu z zamglonymi wzgórzami, morzem, dalekim miastem. Nie sposób ominąć sal z polskim malarstwem XVII–XIX w. Można tam oglądać widziane oczami artystów wydarzenia historyczne, ale także cieszyć oczy takimi choćby obrazami, jak Chłopiec w słońcu Aleksandra Gierymskiego – pełnymi światła, kolorów, smaku letnich dni.
Pośród bogactwa eksponatów nowo otwartego po remoncie Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu na pewno perełką jest Madonna pod jodłami. Intrygująca historia dzieła czasem odwraca uwagę od piękna i wymowy obrazu – prowadzącego do Zbawiciela i Jego misji. To jedno z renesansowych dzieł północnej Europy, gdzie biblijnym scenom towarzyszą znaczące szczegóły (owoce, klejnoty), ale i odległe góry, poszarpane skały, fantastyczne zamki i drzewa. Te ostatnie też przemawiają. Wysmukłe jodły mówią o kontemplacji, która potrafi sięgnąć nieba, a której mistrzynią jest Maryja, brzoza natomiast zapowiada mękę Dzieciątka. Muzeum na pewno warto odwiedzić w okresie Bożego Narodzenia, ale i Wielkiego Postu – mnóstwo muzealnych rzeźb sprzed wieków w dramatyczny sposób ukazuje realizm męki Pana. Słynna mumia? Tak, budzi zainteresowanie – choć warto pamiętać, że to na pierwszym miejscu nie jest dzieło sztuki. To ciało człowieka… Czy małemu chłopcu sprzed ponad 2 tys. lat nie jesteśmy winni choćby chwili modlitwy i zadumy nad jego życiem?
Niepowtarzalny charakter ma Muzeum Architektury, dawny klasztor bernardynów. Z krużgankami i wirydarzem – zacisznym ogrodem ukrytym wśród starych murów – przenosi odwiedzających w inny świat, kontrastujący ze zgiełkiem pl. Dominikańskiego. To miejsce daje do myślenia, także nad meandrami historii. Klasztorny kościół, niegdyś przestrzeń liturgii, od dawna służy innym celom niż pierwotnie zamierzone. Jest tu nuta smutku. Są i prawdziwe skarby, jak cudowna kolekcja barwnych witraży. Są piece, kafle, rozmaite relikty dawnych budowli – w tym słynny tympanon Jaksy z opactwa benedyktynów na Ołbinie, zburzonego już w XVI w. Widać na nim królującego Chrystusa z księgą, a nad Nim – litery przypominające, że On jest Alfą i Omegą.
Z dziedzictwem dawnych wieków sąsiadują często prezentacje współczesnej architektury; toczą się intrygujące dyskusje jej poświęcone.
Sprawdzone hity i ukryte skarby
Niedaleko Muzeum Architektury znajdują się dwie wrocławskie perełki – Panorama Racławicka oraz Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Może czasem Dolnoślązakom chodzi po głowie myśl: raz czy dwa obejrzane, czymże nas one mogą zaskoczyć? Mogą! Po dłuższej przerwie warto się skupić na nowych aspektach ekspozycji – może dokładniej zgłębić historię insurekcji kościuszkowskiej; może po prostu pobyć dłużej w realiach obrazu: błotnistej wiejskiej drogi, sosen rozświetlonych kwietniowym słońcem, bitewnej zawieruchy.
Muzeum Poczty i Telekomunikacji w miarę upływu lat nabiera coraz większego znaczenia – tym większego, im bardziej oddalamy się od świata ręcznie pisanych listów, pocztowych dyliżansów, starych telefonów z ozdobnymi słuchawkami. To także przestrzeń mówiąca o szacunku – dla profesji listonoszy, dla wszystkich i wszystkiego, co wiąże się z łącznością.
Szkoda by było nie odwiedzić Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego – z niepowtarzalną Wieżą Matematyczną, czyli dawnym obserwatorium astronomicznym, z Aulą Leopoldyńską. Sztuka zaprasza tu do twórczych spotkań wiary i rozumu. Dla pełni obrazu tego barokowego kompleksu, dzieła jezuitów, trzeba odwiedzić pobliski kościół Uniwersytecki, gdzie liczne dzieła pędzla i dłuta zaangażowano w jednej sprawie: uwielbienia Najświętszego Imienia Jezus.
Chcąc zasmakować „wrocławskości”, dawnej i nowej, trzeba odwiedzić również ekspozycję reliktów zamku Piastów Śląskich u sióstr Notre Dame na Ostrowie Tumskim (choć nie jest to muzeum, ale można by je tam utworzyć), oddziały Muzeum Miejskiego – warto zajrzeć m.in. do ratusza, do Pałacu Królewskiego, czyli dawnej rezydencji pruskich władców, do Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego z charakterystyczną kolekcją lalek, do dawnego Arsenału Miejskiego, do Muzeum Sztuki Cmentarnej, czyli Starego Cmentarza Żydowskiego. Oczywiście nie sposób ominąć ekspozycji proponowanych przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich – w tym Muzeum Pana Tadeusza czy Muzeum Książąt Lubomirskich – z niepowtarzalnym wirydarzem Ossolineum ze starą studnią pośrodku. Wyruszyć trzeba koniecznie do Centrum Historii Zajezdnia oraz na wystawę Golgota Wschodu przy ul. E. Wittiga. W mieście rzek i wysp warto też odwiedzić Hydropolis, wprowadzające w tajniki świata wody.
Wielbiciele sztuki współczesnej nie mogą pominąć Pawilonu Czterech Kopuł – oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu, gdzie eksponaty prezentowane są w odnowionym, śnieżnobiałym wnętrzu. Nie pożałuje ten, kto zajrzy do Muzeum Etnograficznego albo do Muzeum Iluzji przy ul. Staromłyńskiej. To ostatnie jest gratką zarówno dla miłośników nauki, jak i dla tych, których pociąga intrygująca strona wizualna niektórych eksponatów czy poznanie sztuczek stosowanych przez mistrzów renesansu lub starożytnych Egipcjan.
To wcale nie są wszystkie muzea Wrocławia. Niejeden z nas wybierze, wbrew pozorom, te, które niekoniecznie stawiają na wszechobecną multimedialność, interaktywność i wielość bodźców. Wśród moich ulubionych „wystaw” są na przykład takie, jak wiosenne rabaty Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego czy też widok z wieży katedry wrocławskiej – choć wcale nie ma tam szyldu z napisem „muzeum” (inna rzecz, że w katedrze znajdują się również wystawy).
Jest w życiu czas łapczywego korzystania ze wszystkich okolicznych atrakcji, co też ma swój smak; jest także czas powolnego delektowania się światem – według wybranego klucza. Warto odnaleźć własną ścieżkę.
W Muzeum Narodowym znajdują się m.in.
bogate kolekcje sztuki Śląska
DEPOSITPHOTOS

