Świeccy mają do zrealizowania ważną misję
II Synod Archidiecezji Wrocławskiej o nawróceniu i odnowie trwa. „Czas przywrócić
świeckim należne im miejsce w Kościele” – mówi abp Józef Kupny. Co kryje się za tymi
odważnymi słowami Metropolity Wrocławskiego?
MACIEJ RAJFUR
Wrocław
FOTO MICHAŁ ŻÓŁKIEWSKI / ARCHIWUM NŻ
Synod wkroczył w fazę zasadniczą. Komisje synodalne podzielone na różne obszary intensywnie pracują nad pierwszymi dokumentami, które jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia trafią do opiniowania w parafiach. Umożliwił to kilkumiesięczny etap presynodalny, którego owocem jest jeden z najważniejszych dla archidiecezji dokumentów ostatnich lat – synteza Co mówi Duch do Kościoła. Łączy ona ponad 240 syntez parafialnych, które stworzyli świeccy i duchowni po regularnych spotkaniach w zespołach presynodalnych.
Nie ma gotowych dokumentów
Metropolita Wrocławski nie ukrywa, że do synodu diecezjalnego zainspirował go sam papież Franciszek. „Nie chciałem, byśmy zmarnowali energię, którą stworzył synod o synodalności. Jednocześnie miałem świadomość, że do synodu na etapie diecezjalnym trzeba się przygotować. Nie można po prostu spotkać się, wejść do sali i dyskutować o zmianach czy reformach” – zaznacza abp Józef Kupny. Pasterz Kościoła wrocławskiego podkreśla, że w synodzie nie chodzi o spełnienie jego oczekiwań czy nadziei, lecz o realizację tego, co mówi Duch Święty do wiernych archidiecezji wrocławskiej. „Przechodzimy od nawrócenia do odnowy i wierzę, że nam się to wspólnie uda. Jeżeli uważałbym, że nie będzie efektów, to nie podejmowalibyśmy tego trudu. Jestem bardzo wdzięczny za ogromną pracę diecezjan, którą dotychczas wykonali. Modlę się za każdą osobę, która bierze w tym udział. Razem nosimy ciężar odpowiedzialności za nasz Kościół” – mówi abp Kupny.
Wbrew różnym obiegowym opiniom sceptyków nie przygotowano w kurii metropolitalnej żadnych gotowych dokumentów, na które trzeba będzie ukierunkować wiernych. Wręcz przeciwnie. Drogę rozwoju i obszary zmian nakreślił etap przygotowawczy. W syntezach parafialnych, nad którymi pracowało kilka tysięcy osób, wyszło jak na dłoni, czego potrzebuje Kościół wrocławski w XXI w. Teraz systematyzują i ukonkretniają to komisje, aby potem przekazać projekty z powrotem do parafialnych zespołów synodalnych. Jednocześnie wszyscy trwają na modlitwie za siebie nawzajem – co jest nawet ważniejsze niż tworzenie norm.
Wspólna droga i złoty środek
Trzeba jasno powiedzieć, że w archidiecezji wrocławskiej sprawdziła się synodalna metoda modlitwy, adoracji, dzielenia się słowem Bożym i dyskusji opartej na rozmowie w Duchu Świętym. „Synod oznacza przecież wspólną drogę i chcę przekazać wszystkim diecezjanom, że Kościół wrocławski będzie się zmieniał. Mam nadzieję, że wierni nie upadną na duchu i nadal będzie im towarzyszył ten początkowy entuzjazm.
Liczę na tę dotychczasową gorliwość” – stwierdza Ksiądz Arcybiskup. Podkreśla, że w tym procesie ważny jest złoty środek: trzeba mocno stąpać po ziemi, ale być też wpatrzonym w niebo. Niestety nie brakuje tych, którzy nie tylko sceptycznie reagują na synod, lecz także uprawiają krytykanctwo (którego nie należy mylić z krytycznym spojrzeniem). „Wiem, że nawet księża czasem mówią: «A co ten synod zmieni, po co to wszystko?». Nie poddawajmy się i nie wątpmy w jego sensowność. My w diecezji widzimy pierwsze efekty. Już na etapie presynodalnym zaczęliśmy się zmieniać”.
Ksiądz Arcybiskup wyjaśnia również, że życie chrześcijańskie to dzieje miłości z Bogiem, w których nie wystarczą dobre idee. Trzeba postawić Boga na pierwszym miejscu tak, jak to czyni ktoś zakochany z osobą, którą miłuje. „Taki właśnie musi być Kościół wrocławski: adorujący i zakochany w Jezusie, swoim Oblubieńcu. Wielu naszych wiernych marzy o Kościele, w którym mogliby się czuć jak w domu. Wybrzmiewa pragnienie budowania wspólnoty na różnych poziomach. To nasze zadanie!” – apeluje Metropolita Wrocławski.
Nie chodzi o „dopuszczanie”
Synod to narzędzie, które pozwala nam znaleźć odpowiedź na wyzwania teraźniejszości. Jednym z nich jest z pewnością rola osób świeckich we współczesnym Kościele, co zaznacza abp Kupny, mówiąc: „To nie jest synod kapłanów, którzy się spotkają ze sobą, ale synod Kościoła z tak samo ważnym zdaniem świeckich. Otwarcie się na odpowiedzialność świeckich nie jest żadną łaską. Moją czy księży. Wszyscy ochrzczeni mają tę odpowiedzialność i to wynika z sakramentu chrztu”.
Zaznacza także, że Duch Święty przemawia nie tylko przez księży, ale równie mocno może to robić przez świeckich. „Dzięki Duchowi i wspólnemu rozeznawaniu Jego natchnień możemy sprostać współczesnym wyzwaniom i tak kształtować rzeczywistość, by odpowiadała Bożym planom. A może sobie już pięknie wszystko przygotowaliśmy i tylko czekamy, żeby synod potwierdził to, co myślimy?”.
Ponadto Ksiądz Arcybiskup zwraca uwagę, że często mówi się, iż księża do czegoś „dopuszczają” świeckich, albo powtarza się, że księży jest mało, dlatego teraz świeccy powinni przejąć część zadań. Apeluje: „Nie powielajmy takiego spojrzenia. Nawet, gdyby seminaria były przepełnione, to i tak we wspólnocie Kościoła świeccy powinni realizować ważną misję. Trzeba przywrócić należne im miejsce we wspólnocie Kościoła”.

