Psalmy (nie do końca) złorzeczące

Choć lektura tych tekstów może być trudna, warto do nich sięgać.

ŁUKASZ PLUTA

Wrocław

Psalmy Dawidowe są nieodłączną częścią modlitwy zarówno w judaizmie, jak i chrześcijaństwie
Na zdjęciu: Księga Psalmów w języku hebrajskim na tle Ściany Płaczu

DEPOSITPHOTOS

Słowo to narzędzie służące do komunikacji werbalnej, do wyrażania emocji, do przekazywania wiedzy czy opisu rzeczywistości. Jako zespół dźwięków jest symbolicznym oznaczeniem pojęcia. Ale ma też szczególną wartość. Słowo ma moc! Biblia poświadcza to wielokrotnie. Już w Księdze Rodzaju spotykamy wyrażenia: Bóg rzekł… i stało się… (zob. Rdz 1, 3.11.24). Podobną wzmiankę, traktującą o sprawczości wypowiadanych przez Boga słów, zawiera Księga Proroka Izajasza: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, […] tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55, 10-11).
Może zrodzić się zasadne pytanie: czy tylko słowo Boga ma moc? Czy jedynie słowa wypowiadane przez Boga są nacechowane właściwością sprawczą? Wydaje się logiczne udzielić odpowiedzi twierdzącej. Skoro Bóg jest Bogiem, a więc bytem doskonałym, twórcą świata ex nihilo, to niemożliwe jest, aby człowiek w jakikolwiek sposób mógł Mu dorównać. Wbrew tej logice dla ludzi starożytnego Wschodu słowa przez nich wypowiadane były nie tylko sposobem komunikacji czy wyrażania siebie, lecz także pełną dynamizmu rzeczywistością, która po wyjściu z ust mówiącego nadal istnieje i działa. Dotyczy to zarówno błogosławieństw (łac. benedictio od bene dicere – dobrze mówić), jak i przekleństw oraz złorzeczeń. Szereg wyrażeń drugiego rodzaju znajdziemy choćby w psalmach złorzeczących.
O czym mowa?
Psalmy złorzeczące to uproszczona nazwa pewnego fenomenu z Księgi Psalmów. Nie ma bowiem psalmu, który zawierałby jedynie przekleństwa i życzenia zła drugiemu. Jest natomiast sporo takich, w których negatywne życzenia występują, a złorzeczenia te mogą być na tyle rażące, że ich niewłaściwa interpretacja i błędne zrozumienie kontekstu przyniesie więcej szkody niż pożytku. Należą do nich Psalmy 58, 83 i 109 oraz fragmenty Psalmów: 5, 5-7.11; 17, 13.14; 18, 38-43; 35, 8.26; 40, 15.16; 52, 7.8; 59, 6.12-14; 68, 22-24; 69, 23-29; 79, 10-12; 94, 1.2.23; 120, 3.4; 129, 5.6; 137, 8.9; 140, 10-12. Warto odnotować, że owe teksty nie muszą być odgórnie nacechowane gniewem czy nienawiścią. Ich patetyczny charakter, okraszony (chcąc nie chcąc) klimatem modlitwy, zawiera jedynie pragnienie, aby kogoś spotkało zło. Dzisiaj zapewne nazwalibyśmy to „mową nienawiści” lub „hejtem”.
Nieobecne w brewiarzu
Kościół od początku swojego istnienia modlił się psalmami. Łukasz Ewangelista w Dziejach Apostolskich wspomina, że apostołowie udawali się do świątyni na modlitwę. Czy w kanonie modlitw znajdowały się także psalmy złorzeczące? Być może. Wraz z rozwojem liturgii chrześcijańskiej psalmy stały się jej integralną częścią – począwszy od Eucharystii, poprzez inne sakramenty, aż do liturgii godzin, która podczas Soboru Watykańskiego II przeszła znaczącą i ważną w świetle omawianego tematu reformę.
W trakcie trwania soboru zrodziła się idea, aby liturgią godzin, inaczej nazywaną codzienną modlitwą Ludu Bożego, modlili się także świeccy. Koncepcja zdaje się słuszna, skoro bowiem to „modlitwa Ludu Bożego”, a przecież każdy wierny jest jego członkiem, każdy powinien więc mieć możliwość, aby taki rodzaj modlitwy praktykować. Problem jednak w tym, że nie każdy laik ma odpowiednie przygotowanie teologiczne i biblijne oraz dysponuje odpowiednimi narzędziami metodologicznymi, aby prawidłowo i bez szkód (głównie dla siebie) interpretować psalmy złorzeczące. Kluczowa zasada hermeneutyki biblijnej mówi, że tekst bez kontekstu staje się zarówno pretekstem do manipulacji, jak i metodą sugerowania podtekstów.

Co ciekawe, większość ojców soborowych była przeciwko odrzuceniu m.in.: Psalmów 58, 83 i 109 z kanonu liturgii godzin, jednak papież Paweł VI ostatecznie zdecydował inaczej. Łącznie usunięto 122 wersety. Czy słusznie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Dyskusja na ten temat jest wciąż żywa. Nie zmienia to jednak faktu, że wykładnia interpretacji tych psalmów jest zasadna i potrzebna, a modlitwa nimi może być owocna. Dlaczego?
Opisy okrucieństwa?
Nie ulega wątpliwości, że czytając fragment Ps 137 (136), 8-9, można się przerazić. Wszak mówi on: „Córo Babilonu, niszczycielko, szczęśliwy, kto ci odpłaci za zło, jakie nam wyrządziłaś! Szczęśliwy, kto chwyci i roztrzaska o skałę twoje dzieci”. Wyobrażenie tego tekstu, które często wbrew naszej woli pojawia się w myślach, jest co najmniej straszne. Jednak, aby dobrze zrozumieć powyższy fragment, jak zostało to zasygnalizowane, należy przyjrzeć się kontekstowi. Izraelici w 586 r. przed Chr. zostali uprowadzeni do Babilonu, do niewoli. Ich Święte Miasto, a tym samym Świątynia Jerozolimska, uległo zniszczeniu, a Arka Przymierza została porwana. W tych dramatycznych okolicznościach jeńcy przekroczyli bramy miasta. Nad ich głowami widniał posąg Isztar, pogańskiej bogini wojny i miłości. Niewola zaczęła mieć wymiar nie tylko polityczny, lecz także duchowy – Żydzi wkroczyli do siedliska pogańskich bożków i pogańskiego kultu. Oznacza to, że słowa Psalmu 137 skierowane są przeciwko ziemskim najeźdźcom, ale ich głębszy sens ma wymiar religijny i duchowy. Ta idea pozwoliła św. Augustynowi z Hippony na wysnucie teorii interpretacyjnej, według której złorzeczenia zawarte w psalmach należy kierować nie do najeźdźcy (grzesznika, który będąc człowiekiem, jest zdolny do nawrócenia), ale do demonów (tak traktowano bóstwa pogańskie), które nieustannie zwodzą i mamią człowieka, przynosząc nań zgubę.
Nieco inaczej, choć również w aspekcie duchowym, interpretował te słowa Orygenes: w „dzieciach” Babilonu upatrywał nieczystych myśli (dorośli to już czyny), które zwodzą człowieka, a w skale widział samego Chrystusa. Interpretacja zmierza do tego, aby poprzez spotkanie z Bogiem na modlitwie zgładzić plugawe myśli, które nie „urosną” do jeszcze bardziej niszczycielskich czynów. Warto w tym miejscu nadmienić, że religijność, a co za tym idzie – także i moralność Izraela rozwijała się stopniowo. Nie sposób postawić znaku równości między pierwotnym, historycznym wydźwiękiem tych tekstów a nowotestamentalną moralnością, w której duchu głosił Jezus. Niejednokrotnie Chrystus nauczał o miłości, nawet o miłości nieprzyjaciół (Mt 5, 44; Łk 6, 27-28.32-34). Ważne jest natomiast, aby właśnie w jej perspektywie szukać odniesienia i zrozumienia treści płynących z tych natchnionych tekstów.
Modlitwa warta „złorzeczenia”
Nie sposób w jednym artykule wyczerpać pełni bogactwa interpretacyjnego, tkwiącego w psalmach złorzeczących, możemy tu jedynie przybliżyć problem z ich interpretacją i społecznym odbiorem. Należy jednak zaznaczyć, że mimo iż lektura tych tekstów może być trudna, warto do nich sięgać. Chociaż bowiem często ich treść odnosiła się bezpośrednio do konkretnych wrogów, w konkretnych okolicznościach, nie przeszkadza to nam dzisiaj w szukaniu innych, metaforycznych wrogów, względem których mamy złorzeczyć: demony, nieczyste myśli, grzech czy grzesznik, który mieszka we mnie. Być może taka praktyka modlitewna pomoże komuś pokonać „wroga”, zgodnie ze słowami psalmisty: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał i sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło, a słuszność twoja – jak południe” (Ps 37, 5-6).