„WIEM, KOMU UWIERZYŁEM” (2 TM 1,12)
Apologia na dzień powszedni
Kiepski pomysł
„Chrześcijanie wymyślili Boga, bo w takim złudzeniu wygodniej jest żyć”.
Wręcz przeciwnie. Życie z Nim staje się mniej wygodne.
To drobna wskazówka, że On jest prawdziwy.
BP MACIEJ MAŁYGA
Zgodnie z osądem Heideggera pierwszą (a drugą tym bardziej) wojnę światową
możemy rozumieć jako wojnę apostatów
Na zdjęciu: Bezimienny – Albin Egger-Lienz, 1916,
tempera na płótnie, Heeresgeschichtliches Museum, Wiedeń
WIKIMEDIA COMMONS
Zarzut, jakoby Bóg Jezusa Chrystusa był wymysłem udręczonej wyobraźni człowieka, ma krótką i bogatą historię.
Ludwig Feuerbach, jeden z ojców nowożytnego ateizmu, nazwał chrześcijaństwo zwierciadłem ludzkich pragnień: „Najpierw człowiek stwarza Boga na swój obraz i dopiero wtedy ten Bóg znów stwarza człowieka na swój obraz” (O istocie chrześcijaństwa, 1841). Karol Marks ten mechanizm rozciągnął z jednostki na społeczeństwo: religia to westchnienie zrodzone z nędzy społeczeństwa, jego środek znieczulający, „opium ludu” (Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa, 1844).
Ten pogląd ma wyznawców i dziś. Nie brakuje też chrześcijan, którzy twierdzą, że początkiem religii jest ludzka potrzeba. A przecież to „Bóg jest wielkością, która jako pierwsza konstytuuje religię” (Bernhard Welte, Filozofia religii).
Niewygodny Bóg
Bóg objawienia nie jest człowiekowi wygodny (por. Mdr 2, 12). Trzech, ale jeden, skandal wcielenia, hańba krzyża, zapieranie się siebie, miłowanie wrogów, sumienie i grzech. To nie jest oszałamiający narkotyk. Jeśli chrześcijaństwo byłoby religią wymyśloną przez człowieka, to wymyśloną źle. Jawi się nam ono raczej jako (ukochana, Czytelniku?) Tajemnica. Dlatego wielu próbowało je poprawić: Marcjon (ok. 100–160) odrzucił Stary Testament, a z Nowego zostawił tylko Łukaszową Ewangelię i dziesięć listów Pawła; islam usunął dogmaty o Trójcy i wcieleniu. Jeszcze inni zaś w miejscu chrześcijaństwa próbowali wymyślić coś od podstaw: deiści, u których wszystko, łącznie z Bogiem, chodziło jak w zegarku, lub August Comte (1798–1857), twórca Religii ludzkości.
Spróbuj sam, Czytelniku, wymyślić odpowiedniego dla siebie „Boga”. Może tak: „Ma być widzialny, bym mógł z Nim rozmawiać jak z człowiekiem (powinien wyglądać bosko). Gdy potrzeba, winien się usunąć z mego życia – chodzi o moją wolność! Ma mi ją dawać, ale w niektórych sytuacjach musi mi ją zabrać; może na przykład zablokować ruch kierownicy, jak koła w rydwanach faraona (Wj 14, 25), bym nie zjechał na drugi pas (choć ja sam chciałbym skręcić). Powinien mnie kochać i czynić dobrym me życie. Ma być sprawiedliwy, choć w pewnych przypadkach, po mej interwencji, nie powinien taki być”.
Wyszedł z tego zagmatwany obraz pożytecznego sąsiada, asystenta jazdy, służącego, lekarza, policjanta i sztucznej inteligencji. Wygodny, ale nieprawdziwy.
Wskazówka, nie argument
„Niewygoda” chrześcijaństwa nie ma rangi argumentu za tym, że pochodzi ono od Boga (jest przecież mnóstwo dziwnych, „źle pomyślanych” religii, które pochodzą od człowieka). To raczej poszlaka, która, choć sama z siebie jeszcze niczego nie przesądza, to wskazuje kierunek myślenia. W tym sensie mówimy o chrześcijaństwie: „Gdyby to ludzie wymyślili, to wymyśliliby to lepiej”. Obok tej poszlaki potrzebujemy argumentów. I mamy je – zgodnie z definicją prawdy umiemy ukazać, że nasze myślenie o Bogu odpowiada rzeczywistości.
Wygoda bez Boga
Życie jest wygodniejsze bez Boga niż z Nim. To w pewnym sensie odwraca Feuerbachowski zarzut – teraz człowiek Boga nie wymyśla, lecz Go niszczy, ponieważ to właśnie odpowiada jego pragnieniom. Jakim pragnieniom? Nie tym najgłębszym, nie westchnieniom z głębi serca, gdyż te bez Boga pozostaną niespełnione, lecz pragnieniom serca nieuporządkowanego.
Jednak ostateczną konsekwencją świata bez Boga nie jest powszechna wygoda. „Zabicie Boga”, wieszczone przez Nietzscheańskiego „człowieka oszalałego” (Wiedza radosna) ma ponure konsekwencje. Martin Heidegger w swej Mowie rektorskiej (1933) tak opisał aktualną sytuację zachodniego ducha: oto epoka, gdy prawdą jest to, co powiedział Nietzsche, że „Bóg zginął”. Później tak skomentował swe słowa: człowiek znalazł się w czasie wypełnienia się nihilizmu, gdy „Bóg zginął” i każdy czas oraz przestrzeń są dla tego, co Boże, pogrzebane, gdy „świat ponadzmysłowy, w szczególności świat chrześcijańskiego Boga, utracił swą skuteczną siłę w historii […]. Czy, gdyby było inaczej, byłaby możliwa pierwsza wojna światowa? I już w ogóle, czy gdyby było inaczej, byłaby możliwa druga wojna światowa?”. Skutkiem jest nie wygodny pokój bezbożnych, lecz wojna apostatów.
Warto: rozróżniać swe pragnienia.

