Z pamiętnika Pluszowego Mnicha

GIENEK, FRYDERYK I GNIEW

ILUSTRACJA MWM

– No to niezły kanał! – jęknął Fryderyk. Razem z Gienkiem i drużyną harcerek pojechali na tradycyjną majówkę do podmiejskiego lasu. Niestety, siąpił lekki deszcz, więc wieczór spędzili w namiotach.
– Nie narzekaj. Sprawdzałem prognozę i od rana ma być słońce i dwadzieścia stopni. – Gienek próbował pocieszyć przyjaciela.
– Dwadzieścia stopni? No chyba farenfajtera! – Freddy był niepocieszony.
– Po pierwsze, nie farenfajtera, tylko Farenheita. Ale to było w stopniach Celsjusza. Po drugie, nie denerwuj się – już nie taką pogodę mieliśmy na wyjazdach.
– Mam nadzieję, że chociaż ten namiot nie będzie przeciekał – warknął Szop i położył się spać. Namiot nie przeciekał. I rzeczywiście, gdy obudzili się rano, przywitało ich promienne słońce nad pokrytą wiosennymi kwiatami łąką.
– A nie mówiłem?! – zawołał Pluszowy Mnich. – Tym razem prognoza pogody się sprawdziła.
– Taa, na pewno coś się zmieni… Zawieje wiatr, przyjdą chmury i będzie znowu padało – mruknął Fryderyk z wnętrza namiotu.
Tymczasem harcerki już robiły śniadanie. Druhna Kasia smażyła jajecznicę na szybko przygotowanym palenisku, a inne dziewczyny kroiły chleb i wędlinę na kanapki. Wszyscy byli bardzo radośni. Wszyscy, z wyjątkiem Fryderyka.
– Plan dnia jest następujący: zastępy wyruszają za godzinę na grę terenową. Wracamy na obiad na pierwszą. Gienek i Freddy, posprzątajcie po śniadaniu, przygotujcie wszystko na potem i pilnujcie obozu. Jasne? – zakomenderowała drużynowa.
– Tak jest! – zawołały dziewczyny.
– Tak jest! – krzyknął Gienek.
– Taaak… Jasne… – jęknął Fryderyk.
– Nie zabrzmiało to entuzjastycznie – stwierdziła z wyrzutem druhna Kasia.
– Bo wcale nie miało być entuzjastycznie. Czy wszyscy musimy być radośni? Ja nie jestem! Jestem niewyspany, zmarznięty, głodny i mam mokre łapki.
– Niewyspany? Przecież położyliśmy się bardzo wcześnie. Głodny? Właśnie skończyliśmy jeść śniadanie. Mokre łapki? Nie pada przecież – zdziwił się Gienek.

– Spałem na szyszkach, śniadanie mi nie smakowało, a na dodatek ta głupia rosa jest wszędzie! – wybuchnął Szop. – A poza tym, co to za zabawa, jak wy będziecie biegać po lesie, a ja będę pilnować obozu!
– Hej! Czemu się denerwujesz? – próbowała powstrzymać wybuch Szopa druhna Marysia.
– Jak mam się nie denerwować?! Dosyć tego! Ciągle mną się pomiata! Nikt mnie nie szanuje! Idźcie sobie! Mam was w nosie! – I pobiegł w krzaki.
Wszyscy spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.
– Yyy, sorry, dziewczyny – szepnął Gienek. – On już od wczoraj był jakiś nieswój. Porozmawiam z nim. – Gienek wstał i poszedł tropem przyjaciela.
Zastał Szopa Pracza siedzącego nad strumykiem.
– Jak się masz? – zapytał Gienek.
– Jak cymbał – jęknął Fryderyk. – Jak mogłem tak na nie nakrzyczeć… No, ale czemu druhna dała mi takie głupie zadanie?
– Bo każdy jest za coś odpowiedzialny i ktoś musi pilnować obozu. A ten twój wybuch to zwyczajnie nieuzasadniony gniew, jeden z siedmiu grzechów głównych. Najpierw pozwalamy sobie na narzekanie i bycie niezadowolonymi z tego, że coś jest nie tak. Potem zaczynamy innym zarzucać złe intencje, a na końcu wybuchamy gniewem. Dzieje się tak, gdy nie potrafimy przyjąć, że czasami idzie coś nie po naszej myśli, a inni nie zawsze są tacy, jakimi chcielbyśmy, żeby byli.
– I pewnie Pan Jezus coś o tym mówi w Ewangelii?
– Trochę mówi. Na przykład o tym, żeby nie osądzać innych i nie gniewać się nawet na tych, którzy robią coś źle. Bo Pan Bóg zsyła deszcz na dobrych i na złych. A przecież druhna Kasia nic złego nie zrobiła.
– No to chyba muszę ją przeprosić?
– Nie chyba, tylko na pewno. I nie tylko ją, ale całą drużynę. One naprawdę zmartwiły się twoim zachowaniem.
– Ale już się nie martwimy – rozległ się okrzyk i z krzaków wyskoczyły wszystkie harcerki.
– Nie przejmuj się, Freddy – powiedziała drużynowa. – Każdy czasem się denerwuje. Ważne, żeby nie gniewać się długo i pogodzić się, zanim zajdzie słońce. A żebyś nie mówił, że jesteś głodny, to mamy dla ciebie twoją ulubioną czekoladę nadziewaną!
I wszyscy wybuchnęli śmiechem.

KS. PIOTR NARKIEWICZ