Pierwsi chrześcijanie czytają Biblię

W pierwszych wspólnotach chrześcijan rozważano teksty Starego Testamentu.
Nowy wciąż pozostawał niespisany…

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Jaskinie w Qumran, gdzie znaleziono łącznie kilkaset rękopisów, ukrytych w amforach glinianych przez żydowską sektę
esseńczyków. Ponad 200 ze zwojów zawierało fragmenty tekstów biblijnych

DEPOSITPHOTOS

Nie ma chyba świadomego chrześcijanina, który nie zadałby sobie pytania o oryginał Biblii. Nie ma również takiego, który spodziewałby się odnalezienia takiego dzieła w całości. Wszak wiadomo, że Pismo Święte słuszniej nazwać antologią niż księgą, zaś każde ze składających się na nie dzieł posiada odrębnego autora bądź autorów, a niektóre również redaktorów. Różnice dotyczą także czasu i miejsca powstania oraz języka. Myślę, że tradycyjne dzielenie Biblii na hebrajski Stary Testament i grecki Nowy również jest już za nami, zaś eklektyczny i pluralistyczny charakter najpiękniejszych ksiąg (skoro biblia to liczba mnoga od greckiego biblion) wyrył się w świadomości ludzi medytujących Boże słowo. Biblię niełatwo jest obronić przed krytykami. Ale czy trzeba? Wejście w jej świat co krok dowodzi jej geniuszu, zaś obcowanie z nią na co dzień rodzi pewność życia w dialogu z Boskim Autorem.
Choć pewników co do Pisma mamy wiele, jedną z frapujących kwestii pozostaje nie tylko stosunek pierwszych gmin do ksiąg biblijnych, ale również wersja, z której wówczas korzystały. Skoro tak powszechne stało się pragnienie, by żyć autentycznym słowem na wzór chrześcijan starożytnych, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, z jakim tekstem je utożsamiać. Czy jesteśmy w stanie przybliżyć się do prawdy o tekście choć o krok? I czy jako współcześni chrześcijanie zachowujemy tę samą tradycję słowa, co nasi starożytni protoplaści w wierze?
Biblia pierwszego Kościoła, czyli co?
Choć lektura Starego Testamentu nie cieszy się wśród wyznawców Chrystusa równie wielką popularnością co Nowe Przymierze, warto mieć świadomość, że to właśnie te księgi rozważano, medytowano i czytano podczas liturgii w pierwszych wspólnotach Kościoła, zapewne nawet już wtedy, gdy księgi Nowego Testamentu istniały wciąż w przekazie ustnym i nie uzyskały jeszcze swej materialnej formy. Zatem Biblią pierwszych wspólnot był Stary Testament, zaś Dobra Nowina wzrastała systematycznie na jego fundamencie, by ostatecznie narodzić się w drugiej połowie I w. po Chr. i na początku II w. (mowa oczywiście o ostatnich pismach wpisujących się w Corpus Johanneum).
W pytaniu o Biblię pierwszego Kościoła tkwi jeszcze jeden problem. Czym był ów pierwszy Kościół, skoro chrześcijan przez relatywnie długi czas postrzegano jako jeden z ruchów zrodzonych wewnątrz judaizmu? By tej kwestii nie rozstrzygać ostatecznie, skupmy się już nawet nie na okresie wczesnochrześcijańskim (czyli poprzedzającym pierwszy sobór w Nicei z 325 r.), ale na czasach działalności apostołów, ponieważ to ten moment w historii staje się najczęściej punktem odniesienia współczesnego Kościoła różnych denominacji.
Problematyczny Stary Testament
Skoro wiemy już, że starożytni chrześcijanie budowali na ustnym przekazie apostołów i korzystali z tekstów starotestamentowych, trzeba zadać sobie pytanie, w jakiej wersji te pisma poznawali.

I tu dochodzimy do kolejnego problemu związanego z tzw. pluralizmem tekstualnym, czyli z wielością wersji tekstu biblijnego. Współcześni badacze tekstu hebrajskiego nie mają wątpliwości co do równoczesnego istnienia różnych – choć nieróżniących się w kwestiach wiary – wersji hebrajskiego Starego Testamentu. Wystarczy wspomnieć choćby o tekście zbliżonym do reprodukowanej po dziś dzień Biblii hebrajskiej czy wersjach tekstualnych odnalezionych na Pustyni Judzkiej (z wariantami z Qumran). Ta różnorodność nie do końca mieści się w naszych wyobrażeniach o autentyczności tekstów biblijnych, a jednak jej nie przeczy. Jeszcze inną kwestią pozostaje grecka wersja Starego Testamentu, czyli tzw. Septuaginta, która zrodziła się z potrzeby związanej z nieznajomością języka hebrajskiego w gminach żydowskich w diasporze. Jeśli przyjmiemy, że okres jej powstawania przypada już na III w. przed Chr., okazuje się, że przekaz ten jest starszy lub – gdy mowa o rękopisach – współczesny względem najstarszych znanych nam zabytków biblijnych spisanych w języku hebrajskim. To właśnie z Septuaginty korzystali najczęściej autorzy nowotestamentowi, częstokroć nie tyle dosłownie ją cytując, ile… parafrazując i kompilując. I tu możemy dojść do momentu ostatecznego zwątpienia w czytane i medytowane przez nas Biblie, które – miejmy nadzieję – zdobią nie tylko półki, ale przede wszystkim karmią serca.
Ingerencja i tekstualne wybawienie
Naprzeciw szczerej tęsknocie za autentycznym przekazem Bożego słowa wyszedł na szczęście natchniony przez Ducha Świętego Kościół, w którym narodził się kanon biblijny (poprzedzony jeszcze przez kanon żydowski). O ile jednak udzielił nam ostatecznej odpowiedzi na pytanie, które księgi składają się na Pismo Święte (kanonizacja trwała do ok. 400 r. po Chr., zaś w 1546 r. wybór ten został zdogmatyzowany), o tyle wciąż jednoznacznie nie opowiedział się za wersją tekstualną ksiąg starotestamentowych, której dobór w dużej mierze przypisać należy św. Hieronimowi ze Strydonu (culpa Hieronymi!). Czyż nie bliższa nam, chrześcijanom, jest starożytna Septuaginta – której nie sposób nazywać wyłącznie przekładem – niż Biblia hebrajska zrodzona w atmosferze antychrześcijańskiej? Choć Kościół nie wypowiedział się ostatecznie w wyczekiwanym dokumencie Natchnienie i prawda Pisma Świętego (2014 r.) o nadprzyrodzonym charakterze Septuaginty (natchnienie ksiąg hebrajskich nie podlega dyskusji), to faktem jest, że na jej przekazie wyrósł Nowy Testament, który znamy. Niech będzie to zachętą do zaspokojenia tęsknot za Biblią medytowaną w starożytnych gminach chrześcijańskich lub, jak kto woli, Biblią pierwszego Kościoła.