Wspólna droga

O rezultatach etapu
presynodalnego i pracy,
która wciąż przed nami,
z bp. Maciejem Małygą
i Adrianą Kwiatkowską,
przewodniczącą
sekretariatu Synodu
Archidiecezji Wrocławskiej,
rozmawia

MAGDALENA ORAŃSKA

„Nowe Życie”

Magdalena Orańska: Etap presynodalny dobiega końca i 19 maja rozpoczniemy właściwy synod. Jak można podsumować to, co się dotychczas działo?
Adriana Kwiatkowska: W prawie każdej parafii w naszej diecezji powstały zespoły, które na początku spotykały się i wspólnie czytały słowo Boże – fragmenty Apokalipsy św. Jana. Od listopada zaczęły także odpowiadać na ustalone wcześniej pytania o nawrócenie i odnowę życia naszego Kościoła. Były to pytania o komunię, formację i misję, czyli o to, jak być jednością, jak się w formować do tego, aby być współodpowiedzialnymi za Kościół, jak wychodzić do tych, których z nami nie ma, którzy może odeszli z różnych powodów albo nigdy tutaj nie byli. Te trzy słowa klucze: komunia, formacja i misja, zostały wskazane w czasie synodu o synodalności jako najważniejsze do pogłębienia. Warto też powiedzieć, że nie było to po prostu szukanie intelektualne, lecz szukanie duchowe, czyli rozeznawanie. Szukanie rzeczywistej odpowiedzi na to, do czego dzisiaj nas jako Kościół wzywa Duch Święty.
Jakie były cele etapu presynodalnego?
Bp Maciej Małyga: Jednym z pierwszych celów było gromadzenie ludzi wewnątrz doświadczenia wiary w Pana Jezusa, wokół słowa Bożego i Najświętszego Sakramentu. To na pewno się w dużym stopniu udało. Ponadto tak rozbudowany etap presynodalny miał za zadanie przekonać naszych diecezjan, że nie udajemy i że naprawdę warto się w to zaangażować, bo jest to systemowy namysł nad całością, a równocześnie bardzo dobra propozycja zatroszczenia się o własną wiarę.

Co udało się osiągnąć w tym czasie?
MM: Największym dobrem było to, że diecezja przeżyła swego rodzaju rekolekcje. W wielu parafiach odbywały się spotkania, podczas których czytaliśmy to samo słowo Boże. I potem rozważaliśmy je, szukając dróg nawrócenia dla nas w Kościele archidiecezji wrocławskiej. Każdy był zaproszony do współodpowiedzialności za Kościół, do którego należy przez chrzest.
AK: Spotkałam wiele osób z różnych parafii, które powiedziały, że ten synod stał się impulsem u nich w parafiach do zmiany na lepsze, że na przykład zaczęto regularnie adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a wcześniej to się nie działo. Proboszcz jednej z podwrocławskich miejscowości powiedział, że pojawili się u niego nowi ludzie, którzy wcześniej się nie angażowali, a dzięki presynodowi weszli w życie parafialne i może teraz na nich liczyć. Pojawiają się takie małe cuda. Jednym z bardzo ważnych zdań było stwierdzenie katechetki, że ona w swojej grupie synodalnej ciągle jeszcze nie lubi wszystkich, ale dzięki temu, że ich słucha, zaczęła ich rozumieć. I to jest dla niej bardzo ważne. Myślę, że to są takie niewidoczne sukcesy, które nie przekładają się na to, że nagle zwiększa się liczba młodych ludzi w Kościele, ale to, że zaczynamy siebie słuchać w niektórych miejscach, lepiej siebie nawzajem rozumieć, powoduje, że stajemy się bardziej wspólnotą. Sądzę, że tym, co nam czasem zagraża, jest pesymizm – ponieważ nie widać szybkich efektów, więc można pomyśleć, że to nie ma sensu. Te drobne ziarenka rozsiane w różnych miejscach są – mam nadzieję – trochę jak ziarnko gorczycy. Nie zobaczymy tego od razu, ale za chwilę mamy szansę ujrzeć drzewo.

Prace w sekretariacie synodu toczą się w dobrej atmosferze. Tu powstają
plany, analizowane są syntezy i organizowane wydarzenia

ARCHIWUM SEKRETARIATU SYNODU

Czy coś można było zrobić lepiej?
MM: Bardzo wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Choć staraliśmy się wszystko robić z całego serca, to idziemy nową drogą. Próbujemy znaleźć jakiś sposób dzieałania, dla którego nie ma wzorców. Na pewno sprawą podstawową jest zaangażowanie księży. Może byłoby lepiej więcej czasu poświęcić na spotkania z samymi kapłanami, od których zależy bardzo dużo.
AK: Myślę, że może mogliśmy więcej czasu poświęcić na przebijanie się z informacją, czym jest synod, jaki jest jego cel, do szerszego grona wiernych. Tak samo do duchownych, jak mówił biskup Maciej. Myślę, że to, co jest pewną słabością etapu presynodalnego, wynika właśnie z braku informacji czy z niewiedzy.
Etap presynodalny na pewno pokazał, że chcemy, aby w synod włączył się cały Kościół, nie tylko duchowni. Prace presynodalne toczyły się w dużej mierze w parafiach, a teraz przechodzą w prace w komisjach, powstała rada kapłańska. Czy można powiedzieć, że w jakiś sposób zakończył się świecki etap synodu, a rozpoczął, powiedzmy, klerykalny?
MM: Nie było świeckiego etapu synodu i tak samo nie będzie klerykalnego etapu. Prace presynodalne były pracami Kościoła, bo w zespołach byli księża proboszczowe, wikariusze, osoby pracujące w katechezie i po prostu osoby bardzo różne. Powstanie komisji nie zastąpi dotychczasowej metody, tylko pojawi się pewien drugi tor – prace komisji synodalnych. Spotkania w parafii będą trwały. Zespoły przejdą reorganizację, staną się zespołami synodalnymi. Intensywność spotkań będzie mniejsza.

Oficjalne rozpoczęcie synodu już wkrótce. Co się będzie działo dalej?
AK: W chwili rozmowy wciąż spływają do nas syntezy. Na ich podstawie zobaczymy, jakie są potrzeby diecezji i w związku z nimi zostaną powołane komisje synodalne. Będą to zespoły złożone z osób duchownych, świeckich i konsekrowanych, które będą wypracowywać konkretne rozwiązania, odpowiadając na potrzeby. Mamy jednak nadzieję, że dalej będzie trwało życie w parafiach, ponieważ chcemy, żeby zespoły presynodalne przeszły, jak powiedział Ksiądz Biskup, reorganizację i zamieniły się w zespoły synodalne. To jest moment, kiedy ci, którzy być może już są trochę zmęczeni pracą, mają możliwość zrezygnować, ale równocześnie mogą dołączyć ci, którzy jeszcze nie brali udziału w spotkaniach.
Pierwszym zadaniem zespołów, podobnie jak w presynodzie, jest budowanie wspólnoty Kościoła. Ale istnieje też drugie – zespoły synodalne w parafiach otrzymają to, co wypracowały komisje. Czyli pierwszy szkic projektów w komisji trafi do zespołów parafialnych pod koniec listopada, może na początku grudnia. I wtedy będą one miały czas, żeby zobaczyć to, co wypracowały komisje, i udzielić odpowiedzi zwrotnej – wymienić myśli, powiedzieć, co ma sens, a co nie, może dorzucić jakieś własne rozwiązania. Takie odpowiedzi z poziomu parafialnego i dekanalnego dotyczące tego, co wypracowały komisje, spłyną do sekretariatu synodu. Później komisje otrzymają odpowiedź zwrotną i opierając się na wcześniejszych pomysłach i tym, co otrzymały z parafii, wypracują ostateczny projekt, który stanie się przedmiotem obrad synodu.

W kwietniu we wrocławskim seminarium odbyły się dwa podsumowujące
spotkania z zespołami presynodalnymi. Wrocław, 6 kwietnia 2024 r.

MACIEJ RAJFUR /FOTO GOŚĆ

Czyli ktoś, kto jest zainteresowany włączeniem się w prace synodu, może w swojej parafii podejść i zapytać o możliwość działania?
MM: Tak, chcemy mocno podkreślić ten moment reorganizacji zespołów parafialnych. W presynodzie chcieliśmy pokazać, że warto w to wejść, że jest na to pewien pomysł i to długofalowy. Ci, którzy są zmęczeni, niech przemyślą swój udział w zespołach parafialnych. Ja bardzo każdego zapraszam, ale powinien to być realny udział. Warto też zapraszać nowe osoby, które może patrzyły z boku i nie były do tego przekonane. Jest to szansa, która w naszym pokoleniu się już nie powtórzy.
Mówiliśmy o współodpowiedzialności, o tworzeniu wspólnoty. W syntezie diecezjalnej synodu o synodalności pojawiło się zdanie o Kościele jako osobnych pokojach i korytarzu, na którym czekają ludzie. Czy udało się nawiązać dialog między tymi różnymi grupami, które są w Kościele wrocławskim?
MM: Uważam, że zrobiliśmy krok w dobrą stronę w stosunku do tego, co było jeszcze rok temu. Myślę o tym, co działo się na spotkaniach w rejonach, czyli grupie kilku dekanatów. Spotykaliśmy się tam niemal co miesiąc – i księża, i siostry zakonne, i wierni świeccy. Było to doświadczeniem jedności, przełamywania barier, przenikania się naszych światów.
AK: Wspomnę tu, że jedno z piękniejszych zdań z rejonów brzmiało: „Siedziałem z moim proboszczem w ławce”. Ta wypowiedź pokazuje, jaki dystans może istnieć między stanami w Kościele i co się wydarzyło w czasie spotkań rejonowych. Nie wiem, jak odebrali to kapłani, ale mogę powiedzieć, że z perspektywy świeckich bardzo ważnym wydarzeniem było listopadowe spotkanie w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku, kiedy w różnych częściach świątyni równomiernie rozrzucony był Lud Boży, czyli po prostu my wszyscy, reprezentujący różne stany Kościoła. Siedzieliśmy obok siebie – księża i świeccy – i to nie jest codzienne doświadczenie. Takie przenikanie się światów, o którym mówił Ksiądz Biskup. To wielokrotnie wracało jako coś istotnego. Dlaczego? Spotkanie na Piasku było niesamowite, bo wszyscy byliśmy razem.
Jakie były cele synodu?
MM: Podstawowy cel to nasze nawrócenie i odnowa. Pierwszym z pięciu bardziej szczegółowo opisanych celów jest doświadczenie wiary we wspólnocie Kościoła. To się w dużej mierze dokonywało i chcemy, żeby tak było dalej, gdyż bez tego synod nie ma sensu.
Drugi cel jest dopiero przed nami i też jest pracą na lata: przemyśleć kształt naszych struktur kościelnych, aby bardziej służyły temu celowi pierwszemu, czyli wierze. Dalej, proroczo zarysować wizję przyszłości tak, aby nie działać w reakcji na pojawiające się problemy. Zwłaszcza że Pan Bóg nam tę wizję daje.
Dwa ostatnie cele synodu dzisiaj są o wiele bardziej konkretne niż były rok temu. To wspólne przeżycie Roku Jubileuszowego 2025 pod hasłem „Pielgrzymi nadziei”, a także przygotowanie się do Wielkiego Jubileuszu Roku 2033.

Już w dniu otwarcia synodu chcemy mieć to wyraźnie przed oczyma.
Obrady w zespołach presynodalnych czy w komisjach to jedno, ale chyba najtrudniejszym wyzwaniem będzie wprowadzenie postanowień synodu w życie. Jaki jest plan, żeby te podjęte decyzje faktycznie zmieniły wrocławskiej Kościół?
AK: Planów jest wiele, one ciągle się rodzą. W tym czasie presynodu bardzo piękne jest – i mamy nadzieję, że tak będzie też w synodzie – że to jest proces. To znaczy, że raczej patrzymy, jaka jest rzeczywistość, i zgodnie z tym działamy. Myślimy o tym, aby po zakończeniu synodu powstało jakieś ciało, które mogłoby się zająć jego recepcją w parafiach. Aby każda z parafii dostała jakieś konkretne propozycje i spróbowała je u siebie zrealizować. Na pewno etap recepcji jest konieczny.
MM: Ważne jest, aby przy okazji synodu wykształcić pewien styl bycia, gdzie panuje ciągły dialog między biskupem, księżmi, parafiami, dekanatami. Nawiązując do obrazu osobnych pokojów – model musi być inny. Może jak open space w biurze.
AK: W czasie spotkania, na którym pojawił się obraz osobnych pokojów, młodzież narysowała też ciało człowieka, wskazując, że Kościół to nie jest mieszkanie podzielone na pokoje, ale po prostu człowiek, który ma w sobie wiele różnych kolorów. Chodzi o to, żeby Kościół był realnym ciałem i każdy członek miał w nim swoje miejsce, rolę i był w kontakcie z pozostałymi, bo tylko wtedy będzie żyć harmonijnie.
Rzeczywiście, chodzi o pewien styl. I też temu służył presynod. Te spotkania, metoda rozmowy w Duchu Świętym, modlitwa, to jest takie wpuszczanie nowego sposobu bycia i myślenia o sobie w Kościele. To również odejście od pewnej akcyjności – nie o to chodzi, żebyśmy czasem robili akcje i wydarzenia, tylko żebyśmy się nauczyli żyć, rozeznając i właśnie odpowiadając na wyzwania Ewangelii.
Co w takim razie chcecie powiedzieć o synodzie przeciętnemu świeckiemu? Do czego chcecie go zaprosić?
AK: Najbardziej na świecie chciałabym zaprosić każdego świeckiego do nadziei, że Kościół jest miejscem dającym życie, że ciągle mamy jeszcze bardzo dużo do dania światu. Niedawno usłyszałam, że Kościół wrocławski ma dużo do ofiarowania Polsce. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ każda polska diecezja ma swoje blaski i cienie i swoje dary. Co takiego jest w nas, co możemy dać innym? Warto zobaczyć, że nie jesteśmy tu sami dla siebie, że ja w Kościele nie jestem tylko dla samorozwoju czy po to, żeby się dostać do nieba, ale po coś więcej. Mam tak tworzyć Kościół, żeby to było czytelne, że my tu jesteśmy znakiem Pana Jezusa w świecie.
Jeśli ktoś nie patrzy na Kościół jak na wspólnotę, to potrzeba, aby ta perspektywa uległa zmianie. Takie osoby muszą doświadczyć spotkania z Jezusem i wspólnoty. Bez tego nie ma szansy na zmianę. Nie przekonamy ich słowem pisanym. To się może wydarzyć, jeżeli parafia stopniowo będzie się przemieniać we wspólnotę.