MAŁŻEŃSTWO (NIE)DOSKONAŁE

W rozmowie najważniejsze jest słuchanie

Czasami nie trzeba wiele, by zwykła, może banalna
rozmowa zamieniła się w coś większego. Wystarczy
szczerość, która rodzi zaufanie, a ono daje poczucie
bezpieczeństwa.

ANNA I OLGIERD UNOLDOWIE

Wrocław

Rozmowa to ofiarowanie drugiej osobie swojego czasu
i uważne jej wysłuchanie

DEPOSITPHOTOS

Żyjemy w świecie informacji, która jest dzisiaj najcenniejszym towarem. Ze wszystkich stron atakowani jesteśmy wręcz niezliczoną ilością wiadomości, postów, tweetów, nawet SMS-ów z alertami pogodowymi. Bardzo często z tym natłokiem informacji nie potrafimy sobie poradzić, przeglądamy niemalże automatycznie kolejne wpisy w mediach społecznościowych, za wszelką cenę starając się być na bieżąco. Niepostrzeżenie stajemy się uzależnieni od kolejnych wiadomości przychodzących na nasze telefony, dlatego zwykle nasz wzrok skierowany jest na ekran komórki zamiast na otaczających nas ludzi i świat.
Ten sposób funkcjonowania przenosi się również na prowadzone przez nas rozmowy, które coraz częściej stają się sposobem na przekazanie (tylko) informacji dotyczącej funkcjonowania naszego małżeństwa, rodziny, pracy. Tymczasem ich celem nie powinno być wyłącznie wymienianie operacyjnych komunikatów, ale nade wszystko budowanie relacji. To zaś oznacza otwieranie przed sobą nawzajem naszego świata uczuć, naszych pragnień, marzeń, czasami zranień. Skoro zatem rozmowa ma budować nasz związek, to powinna być prowadzona zupełnie inaczej. Zacznijmy od tego, że musimy ofiarować sobie czas, którego przecież ustawicznie nam brakuje. Kluczowym warunkiem prawdziwego spotkania się w rozmowie wbrew pozorom nie jest mówienie ale… słuchanie. I nie chodzi tu tylko o tzw. słuchanie jednym uchem, kiedy z niecierpliwością czekamy, aż nasz rozmówca przerwie i będziemy mogli wreszcie zabrać głos. Ani o ten rodzaj, w którym z góry zakładamy, co zostanie powiedziane, i w myślach układamy celną ripostę.

Chodzi tu o bardzo uważne słuchanie, które w języku polskim określamy sformułowaniem „zamieniam się w słuch”. Słucham więc całym sobą, z całą moją uwagą, ciekawością. Angażuję mój wzrok, gesty, całe moje ciało, by pokazać, że jedyne, co robię teraz, to słucham drugiej osoby. Daję czas mojemu rozmówcy na spokojne sformułowanie myśli, nie przerywam, upewniam się, że dobrze zrozumiałem. Na ile mogę, staram się wczuć w stan emocjonalny drugiej strony, zadaję sobie wysiłek, aby usłyszeć nawet to, co nie zostało wypowiedziane. W tym kontekście słuchanie jawi się jako umiejętność, która jest konieczna w budowaniu dobrej, małżeńskiej, rodzicielskiej i każdej innej głębokiej relacji.
Dzisiaj przecież tak bardzo odczuwamy głód słuchania. Często nie czujemy się wysłuchani, a przynajmniej wysłuchani do końca. Odczuwamy lęk przed odsłonięciem się, przed pochopną oceną, przed zaszufladkowaniem. Nie potrafimy skupić uwagi na tym, co słyszymy, uciekają nam myśli, brakuje nam empatii. Bywa, że unikamy tematów istotnych, zadowalając się powierzchownością, i nie wierzymy w możliwość jakiejkolwiek zmiany.
Może trzeba przyjrzeć się prowadzonym w naszych domach rozmowom: ile jest w nich mojego monologu, a ile prawdziwego, aktywnego słuchania. Naprawdę, warto zadać sobie trud i wyjść poza utarte schematy. Może po raz pierwszy od dawna podczas dyskusji należałoby ugryźć się w język i darować sobie niepotrzebną złośliwość, dać się wypowiedzieć do końca, popatrzeć ze zrozumieniem w oczy i nie spieszyć się z odpowiedzią. Tylko rozmowa, w której wsłuchujemy się w siebie, dajemy sobie czas i dzielimy się sobą, może prowadzić do prawdziwego spotkania i pogłębienia łączących nas więzi.