Świat opakowań
W listopadzie częściej niż zwykle kierujemy myśli w stronę naszych bliskich zmarłych.
Czasem dopuszczamy refleksję o śmierci, która dopiero nadejdzie
i zabierze naszych bliskich, a także nas samych. Na co dzień to temat tabu.
MARIA WANKE-JERIE
Wrocław
„Kultura, która zapomina o śmierci,
sama w sobie zaczyna umierać” –
mówi papież Franciszek
ANJA/PIXABAY.COM
Żyjemy w świecie, w którym pogrzeb jest ważniejszy od zmarłego, wesele jest ważniejsze od miłości, wygląd ważniejszy jest od intelektu. Żyjemy w kulturze opakowań, która gardzi zawartością” – napisał Eduardo Galeano, dziennikarz i pisarz urugwajski o rodowodzie europejskim, celnie puentując zmiany kulturowe.
Kultura opakowań. Świat opakowań. W tym świecie nie ma miejsca na rozmowy o śmierci, choć to jedyna pewna rzecz w naszym życiu, będąca jego częścią, niewykluczone, że najważniejszą. Uczynienie ze śmierci tabu, wbrew intencjom, pogłębia lęk, a nie go zmniejsza, i dotyczy to zarówno osoby umierającej, jak i najbliższych, którzy nie przyjmują do wiadomości, że to, co nieuchronne, już nadchodzi.
To oczywiste, że dla bliskich śmierć zawsze przychodzi za wcześnie, nawet wtedy, gdy zabiera stulatków. Mój stryj Leonard Wanke zmarł w swoje setne urodziny, a jego córki, gdy dzwoniły do mnie z tą informacją, płakały. Łzy są naturalną reakcją, wszak Jezus też zapłakał nad grobem Łazarza.
Śmierć w oczach dzieci
Dziś człowiek przychodzi na świat w szpitalu i na ogół w szpitalu go opuszcza, otoczony aparaturą zamiast miłością najbliższych. Tak umierała moja babcia ze strony mamy, która mnie i siostrę wychowywała. Miałyśmy wtedy 8 lat, ale fakt, że babcia umarła, rodzice przed nami zataili. Zapewne, aby oszczędzić nam przeżywania smutku. Nie uczestniczyłyśmy w pogrzebie, nie przeżywałyśmy żałoby. Byłyśmy dostatecznie duże, żeby domyśleć się tego, co się stało. Łzy naszej mamy, czerń, w którą zaczęła się ubierać… Miałyśmy żal, że – dla ochrony naszej psychiki – zostałyśmy wyłączone z misterium przeżywania śmierci tak ważnej dla nas osoby.
„Dzieci potrafią podchodzić nadzwyczaj dojrzale do spraw ostatecznych” – przekonuje dr Krzysztof Szmydt, lekarz i wieloletni kierownik Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci, opowiadając o umieraniu swoich małych pacjentów. Informacja o śmierci nigdy nie jest dla nich zaskoczeniem. Nie reagują dramatycznie, bo słyszą to, co same przeczuwają. Pytają, kogo zobaczą, kiedy już umrą. Cieszą się na spotkanie z ciocią czy dziadkiem. „Dzieci nie można oszukać. Jeśli rodzic unika rozmowy o śmierci, to nie sprawia, że dziecko się nie boi. Ono właśnie wtedy może zacząć się bać.
Przecież i tak ma świadomość tego, co się z nim dzieje. I kiedy czuje, że rodzic nie chce na ten temat rozmawiać, to zostaje samo z tym intymnym przeżyciem” – dodaje dr Szmydt. Rodzice często się zadręczają, pytają: „Dlaczego moje dziecko?”, a ono w tym czasie myśli już o tym, co będzie potem: w co ma być ubrane podczas pogrzebu, kto zaopiekuje się ukochanym zwierzątkiem, komu zostawi swoje zabawki.
Spisuje swój „dziecięcy testament”. Gdy słuchałam tych opowiadań, nowego znaczenia nabrały dla mnie słowa Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3).
Brak poszanowania
Pisanie testamentu było kiedyś dość powszechnym zwyczajem, zanikło wraz z uczynieniem ze śmierci i umierania swoistego tabu. Ciekawe, że im mniej o śmierci myślimy i mówimy, tym mniejszy jest szacunek dla życia, a cywilizacja śmierci wkracza w coraz to nowe obszary. Eutanazja dopuszczona jest już w Belgii, Luksemburgu i Holandii, a od kwietnia tego roku dozwolona dla holenderskich dzieci poniżej 12. roku życia. Nawet nie są potrzebne werbalne lub niewerbalne sygnały od dziecka, co było we wcześniejszym projekcie ustawy, wystarczy zgoda rodziców i konsultacja z niezależnym lekarzem. Coś przerażającego i głęboko smutnego.
Z drugiej strony coraz częstszym zjawiskiem na Zachodzie jest nie tylko samotne umieranie ludzi w szpitalu, ale też niezgłaszanie się po odbiór ciała przez najbliższą rodzinę, która nie chce zająć się pochówkiem. To zjawisko występuje nie tylko w zachodniej Europie, ale jest częste w Czechach, jednym z najbardziej zlaicyzowanych krajów Europy Środkowej. Zapominamy o śmierci, czynimy z niej tabu, nazywając jednocześnie zabijanie nienarodzonych procedurą medyczną, jak to stało się powszechne w Europie Zachodniej, a także w lewicowo-liberalnych kręgach w Polsce.
Dokąd zmierza świat?
Czyż laicyzacja nie jest cofaniem się do czasów sprzed cywilizacji starożytnej? Najlepiej ilustruje to historia przysięgi Hipokratesa, która została sformułowana 450 lat przed Chrystusem w środowisku pogańskim i obowiązywała przez 25 wieków, stanowiąc formę kształtowania postaw moralnych lekarzy. Po II wojnie światowej została ona zastąpiona przez Deklarację Genewską, dokument opracowany po powstaniu Światowego Stowarzyszenia Lekarzy. To nowa wersja przysięgi Hipokratesa z tą istotną różnicą, że usunięto z niej zakaz aborcji i eutanazji.
„Kultura, która zapomina o śmierci, sama w sobie zaczyna umierać. Kto o niej zapomina już umiera” – słowa te skierował papież Franciszek w wideoprzesłaniu do uczestników IV Międzynarodowego Spotkania Młodych w Meksyku w 2019 roku.
Dokąd zmierza świat? Może w te listopadowe dni po Wszystkich Świętych warto zadumać się nad tym pytaniem.

