PAWEŁ SKRZYWANEK

Wrocław

Ziemia Święta?

W finałowej scenie głośnego filmu R. Scotta Królestwo niebieskie (Kingdom of Heaven) bohaterski krzyżowiec Balian z Ibelinu pyta sułtana Saladyna: Ile warta jest Jerozolima? Władca odpowiada: Nic… i wszystko… To tylko pozorna niekonsekwencja. Ziemia Święta jednych zachwyca historią, zabytkami i religijną wielokulturowością. Innych gorszy wojnami, krwawymi krucjatami i kłótliwym przekrzykiwaniem kapłanów. Osobiście zaznałem modlitewnego spokoju jedynie na Górze Nebo, która symbolicznie i biblijnie uczy pokory w dążeniu do celu. Wszak Mojżesz ujrzał z niej obiecaną ziemię Kanaan, ale za sprzeniewierzenie i grzechy ludu Izraela umarł na niej, nie stawiając swych stóp na Świętej Ziemi. Tam, we franciszkańskim konwencie, przypomniałem sobie słowa Jana Pawła II o krzewie oliwnym, któremu z jednego pnia wyrastają trzy główne konary. Była to metafora religijnej jedności świata judaistycznego, chrześcijańskiego i muzułmańskiego. Czy ten świat jest możliwy?

Do refleksji o Izraelu wracałem ostatnio, czytając doniesienia o protestach Żydów wobec zaproponowanej przez rząd reformy sądownictwa. Publicyści i dziennikarze szybko porównywali sytuację do wydarzeń w Polsce. W Izraelu demonstranci zahamowali, przynajmniej na tę chwilę, niekorzystne zmiany. Niewielu komentatorów dostrzegło jednak istotną różnicę. Izrael nie ma Konstytucji, przynajmniej jako jednolitej ustawy. W prawodawstwie tego państwa fundamentalnym zagadnienie jest: Kto jest Żydem? Prawo cywilne daje szerszą definicję przynależności narodowej niż nakazy religijne. Ostatecznie, kto jest Obywatelem Państwa Izrael, może określić właśnie Sąd Najwyższy. Ciekawe, czy my, w naszym polskim sporze, bylibyśmy zdolni do takiego opisania istoty praworządność, że jest to „konstytucyjne zdefiniowanie narodowej tożsamości”? Tam, w Ziemi Świętej, obywatele wyszli na ulice, bo czując się obywatelami swojego Państwa, ponosząc dla niego wyrzeczenia, broniąc go, często za cenę życia, uważali, że to niezależny Sąd stoi na straży ich praw i obowiązków. Ten spór jest tym bardziej fundamentalny, że za próbą przejęcia sądownictwa stanęły skrajnie religijne partie, których członkowie nie chcą realizować ważnych powinności obywatelskich, m.in. nie służą w armii, co w Izraelu może zaskakiwać.

Byłem w Ziemi Świętej jako pątnik i jako turysta. Zachwycałem się starożytnymi ruinami świątyni jerozolimskiej, szukałem miejsc ważnych dla naszej religii i historii Zbawienia. Jako historyk oczami wyobraźni widziałem biblijne sceny. Starałem się rozmawiać z Żydami i Palestyńczykami. Poszukiwałem odpowiedzi na pytanie, czy możliwy jest ich dialog? To wszystko nie było jednak optymistyczne. Mimo piękna krajobrazu i wspaniałości antyku, kuszącej wielokulturowości nie zaznałem w Ziemi Świętej spokoju. Nie zdołałem pojąć jej skomplikowanej historii i teraźniejszości. Ziemia Święta nie okazała się dla mnie barwną widokówką…