DOLNOŚLĄSCY KAPŁANI
Ks. Ludwik Sosnowski – duszpasterz pobożny i gorliwy
Czy dziś, gdy wokół tyle medialnej nagonki na duchownych,
tyle ośmieszania i wytykania, tyle oskarżeń,
można jeszcze pozytywnie pisać i mówić
na temat Chrystusowego Kapłaństwa?
KS. BARTOSZ MITKIEWICZ
Wrocław
Ks. Ludwik Sosnowski, sierpień 2013 r.
ARCHIWUM PRYWATNE EUGENIUSZA GRUDZIŃSKIEGO
Dla wielu intencje, którymi kieruje się młody mężczyzna wybierający drogę powołania kapłańskiego, są niezrozumiałe, niewytłumaczalne. To zbyt nieracjonalne. A jednak…
„Dar i tajemnica”
8 czerwca minęła pierwsza rocznica śmierci śp. ks. kan. Ludwika Sosnowskiego. Ta rocznica staje się doskonałą okazją, by podziękować Panu Bogu za dar jego życia i kapłaństwa. W kontekście podejmowanych wspomnień warto nawiązać do dziedzictwa św. Jana Paweł II, który, jak wiemy, opowieść o swoim powołaniu zatytułował „Dar i tajemnica”. To prawda: powołanie, jak to trafnie ujął Jan Paweł II, jest takim wielkim darem i tajemnicą. Darem niezasłużonym i niewytłumaczalną tajemnicą. Wiele razy zastanawiałem się nad tym, dlaczego ja, przecież można inaczej także się uświęcić, czy naprawdę podołam zadaniom, obowiązkom, oczekiwaniom? I znalazłem kiedyś odpowiedź: sam nie podołam, jako człowiek, który ufa jedynie sobie, nie uda mi się być pasterzem prowadzącym ludzi ku Bogu; ale jeżeli zaufam Jezusowi, jeżeli uznam się za narzędzie w Jego ręku, wówczas wiele może się udać – Nie wyście mnie wybrali, ale to ja was wybrałem. Taki dar i tajemnicę można było dostrzec w życiu i posłudze ks. Ludwika.
Droga do kapłaństwa
Urodził się 24 lutego 1939 r. w Podzameczku k. Buczacza (ob. Ukraina, archidiecezja lwowska). Po wojnie wraz z rodzicami i siostrami przyjechał na Ziemie Odzyskane. Rodzina Sosnowskich osiedliła się w Laskach k. Kamieńca Ząbkowickiego. Tam uczęszczał do szkoły podstawowej, a następnie do Liceum Pedagogicznego w Ząbkowicach Śląskich. Wspominał, że bardzo szybko dojrzewało w nim powołanie kapłańskie. Zapewne było to świadectwem posługi jego krewnego i imiennika ks. prałata Ludwika Rutyny. Święcenia kapłańskie przyjął 29 czerwca 1963 r. z rąk bp. Pawła Latuska w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Kłodzku.
Posługa
Po święceniach został wikariuszem parafii św. Anny w Ząbkowicach Śląskich. W 1966 r. został skierowany na studia specjalistyczne z muzykologii na KUL-u. Po ich ukończeniu został wikariuszem katedry wrocławskiej, a następnie trafił do Polanicy-Zdroju (1972–1974). Kolejną jego parafią wikariuszowską była parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Węglińcu. W 1977 r. został administratorem, a następnie proboszczem w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Jeleniej Górze (Maciejowa). Kolejna zmiana miejsca posługi duszpasterskiej miała miejsce w 1984 r. Na prośbę ks. prałata Dionizego Barana został jego następcą w parafii pw. św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy. Przez 12 lat proboszczowania w Świdnicy, w dzisiejszej parafii katedralnej, został zapamiętany nie tylko jako dobry gospodarz, dbający o kościół od strony materialnej i duchowej, lecz także jako dobry człowiek. Po 12 latach pobytu w Świdnicy, a dokładnie po śmierci ks. Barana, po raz kolejny zmienia parafię i trafia do Miękini, gdzie urząd proboszcza pełni do 30 czerwca 2014 r.
Potem przechodzi na emeryturę i zamieszkuje w Domu Księży Emerytów we Wrocławiu.
Człowiek głębokiej wiary i troskliwy duszpasterz
Ks. Ludwika osobiście poznałem u progu ostatniego roku mojej średniej szkolnej edukacji. Pamiętam, że rozpoczynały się wakacje, a w mojej rodzinnej parafii nastąpiła zmiana proboszcza. Przechodzącego na emeryturę ks. Michała Kawulkę zastąpił ks. Ludwik przychodzący z dużo większej parafii w Świdnicy. Był to rok 1995, a więc czas, kiedy nasza Archidiecezja po raz drugi przygotowywała się do organizacji Europejskiego Spotkania Młodych Taizé.
Nowy proboszcz bez wahania zaufał nam, ówczesnej młodzieży, udzielając wsparcia i życzliwej pomocy. Bardzo szybko doświadczyliśmy jego otwartości i gościnności. Bardzo często żartował wówczas, że po przeprowadzce ze Świdnicy najtrudniej było mu samotnie spożywać posiłki. Tym chętniej zapraszał na plebanię nas oraz przyjeżdżających na spotkanie organizacyjne braci z Taizé. Te spotkania, jego udział we wspólnych modlitwach uzmysłowiły nam, jak bardzo jest pobożnym i gorliwym duszpasterzem.
Przez kolejne lata jego posługi w Miękini miałem okazję przyglądać się temu, w jaki sposób prowadzi naszą parafię. Tym co szczególnie mnie budowało, była jego przyjaźń z wieloma księżmi. Wielu z nich często go odwiedzało, przyjeżdżali nie tylko na imieniny. Wspólnie spędzali wiele świąt. To było piękne świadectwo kapłańskiej wspólnoty. Poczucie wspólnoty to jedna z najważniejszych jego cech. Posiadał też wielką wrażliwość.
Potrafił dostrzegać piękno w rzeczach wielkich i małych. Miał też szczególny sposób przeżywania Sacrum. Był to bardzo uduchowiony i inteligentny kapłan. Wiele czasu poświęcał różnego rodzaju lekturom, co bez wątpienia miało ogromny wpływ na sposób, w jaki się wysławiał, jak prowadził rozmowy. Posiadał też, jak na artystę przystało – radosną i bardzo wrażliwą osobowość. Od młodości był organistą, a w pierwszych latach swojego kapłaństwa ukończył muzykologię na KUL-u. Ks. Ludwik to także pielgrzym i pątnik. Należał do grupy osób, które udały się pieszo z Wrocławia do Rzymu, by podziękować Panu Bogu za ocalenie życia Jana Pawła II po zamachu z 13 maja 1981 r. Często opowiadał o tej pielgrzymce, a także o swoim ukochanym Buczaczu, w którym urodził się rok przed wybuchem II wojny światowej.
W ostatnich miesiącach życia pokazywał nam, jak godnie przyjąć krzyż cierpienia. W ten sposób wypełnił do końca swoje kapłańskie powołanie. Myślę, że dla wielu osób, z każdej parafii i wspólnoty, w której posługiwał, pozostanie w pamięci jako człowiek głębokiej wiary i troskliwy duszpasterz, któremu bardzo zależało na tym, by wspólnie się uświęcać.
Módlmy się w intencji powołań, w intencji tych wszystkich, którzy już kroczą tą drogą. Taka modlitwa jest bardzo potrzebna i bardzo skuteczna.

