Z pamiętnika pluszowego Mnicha
ILUSTRACJA MWM
GIENEK, FRYDERYK I CIASTO DROŻDŻOWE
– Uwielbiam kwiecień – westchnął radośnie Fryderyk.
– A z jakiegoś konkretnego prywatnego powodu czy z tak zwanych ogólnie dostępnych każdemu? – zapytał żartobliwie Gienek.
– No bo trawa się zieleni, kwiatki kwitną, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci – zaczął wyliczać Freddy.
– Ja też lubię kwiecień, z podobnych powodów.
– W tym roku tak się składa, że lubię kwiecień także z tego powodu, że jest Wielkanoc, a na Wielkanoc robimy babkę drożdżową, którą też bardzo uwielbiam. Babka drożdżowa w towarzystwie kwiatków, słoneczka i ptaszków jest czymś prawie zupełnie najuwielbieńszym na świecie – zachwycał się Freddy.
– To się zgadzamy w zupełności – pokiwał głową Mnich. – Wielkanoc to coś naprawdę wyjątkowego i wszystko, co z Wielkanocą związane, jest wyjątkowe. À propos ciasta: kupiłeś drożdże?
– Oczywiście. Wszystkie składniki czekają w kuchni.
I już po chwili przyjaciele zaczęli przygotowania.
– Najpierw trzeba rozrobić drożdże. Ciepłe mleko, drożdże, trochę cukru… – czytał Gienek z małej karteczki, na której zanotował podyktowany przez panią Basię przepis.
– A właśnie… Czytałem ten przepis i tak się zastanawiam – Freddy podrapał się po głowie. – A właściwie to dlaczego tak? Mówi się, że drożdże i ciasto muszą urosnąć. Jak to się dzieje, że ono rośnie? Ja kiedyś zjadłem drożdże i wcale nie urosłem, a w dodatku były bardzo niesmaczne i mnie brzuch potem bolał. A jak się je rozmiesza z mąką i innymi dodatkami i potem da do pieca, to takie smaczne wychodzi wszystko?
– Jeść tak po prostu surowe drożdże to dość głupi pomysł – odpowiedział Gienek. – A jak to wszystko działa z tym ciastem, to chodzi o to, że drożdże to są jednokomórkowe grzyby, które rozmnażają się przez pączkowanie na podłożu cukru. Drożdże w cieście przechodzą fermentację alkoholową i w tym procesie wytwarza się dwutlenek węgla, który jest w takich pęcherzykach zamknięty w cieście.
No i tak się ten dwutlenek węgla rozpycha, bo go jest coraz więcej, i ciasto wtedy rośnie. A jak jest ciepło, to proces jest po prostu szybszy. Wiem, bo pani w szkole mówiła kiedyś.
– To jest bardzo ciekawe, ale używasz takich skomplikowanych słów, których ja jeszcze nie bardzo rozumiem – westchnął Szop.
– Nie przejmuj się, codziennie uczymy się nowych rzeczy. A wiesz, że Pan Jezus, jak nauczał, to kiedyś użył przykładu ciasta drożdżowego? A dokładnie to mówił o zaczynie i o mące, ale zasada jest podobna, ponieważ w zaczynie też są drożdże – przypomniał Gienek.
– Oczywiście, że nie pamiętam – zmartwił się Freddy.
– Jezus mówił, że Królestwo Boże jest podobne do zaczynu, który pewna pani wymieszała z mąką. I chociaż zaczynu było mało, a mąki dużo, to po jakimś czasie wszystko się zmieszało i zamieniło się w ciasto.
– I że niby co to za przykład jest? – zapytał Fryderyk.
– Bo tak jak drożdże zamieniają całą mąkę w ciasto, tak chrześcijanie mają zamieniać cały świat. Kiedy chrześcijanin żyje tak naprawdę po chrześcijańsku, to ludzie wokół niego zmieniają się na lepsze, bo przykład pięknego życia i dobre słowo mogą zmienić serca nawet bardzo smutnych i zamkniętych ludzi. Ba! Mogą nawet zmienić serca ludzi złych w dobrych! Bo Pan Bóg może nawet wszystko zło przemienić w dobro.
– Ooo, to tak jak wtedy z Mietkiem, który ciągle chodził na wagary i bił się z kolegami na przerwach, a myśmy zawsze się do niego uśmiechali i byliśmy dla niego mili, i rozmawialiśmy, i on się potem zmienił? – przypomniał sytuację ze szkoły Fryderyk.
– Coś mniej więcej w tym stylu. Bo dobro i prawda zawsze zwyciężą, nawet jeżeli to trochę musi potrwać, tak jak z tym ciastem. No, ale czas skończyć gadanie, bo nam te drożdże już tak wyrosły, że zaraz z miski wyjdą na spacer! – zakończył Gienek i razem wrócili do pracy w kuchni.
KS. PIOTR NARKIEWICZ

