
KS ANDRZEJ DRAGUŁA
Zielona Góra
Z nadzieją i bez niej
Od początku pandemii brałem udział w trzynastu pogrzebach osób mi bliskich. Tylko na pogrzebie mojej mamy nie wygłosiłem kazania. Kiedy wracałem z kolejnego i dostałem SMS-a o śmierci mamy osoby zaprzyjaźnionej, poczułem się zmęczony śmiercią. Po prostu zmęczony. Pomyślałem wówczas, że jestem trochę jak mitologiczny Charon, który przewoził dusze przez Styks do Tartaru. Szybko tę myśl odrzuciłem. Ja ich nie przeprowadzałem do Tartaru, gdzie mieliby się błąkać na wieki, żyjąc jakimś życiem widmowym. Ja im towarzyszyłem w innej drodze.
Francuski filozof ateista, A. Comte-Sponville, w książce Duchowość ateistyczna. Wprowadzenie do duchowości bez Boga podejmuje temat śmierci własnej i śmierci osoby bliskiej. Pisze, że ateiści zasadniczo nie mają problemów z akceptacją śmierci własnej i tego, co po niej nastąpi, czyli nicości. Jak zauważa, „perspektywa piekła jest bardziej niepokojąca niż perspektywa nicości”. „Ateiści […] akceptują jak mogą swoją śmiertelność i starają się oswoić nicość. Czy im się to udaje? Nie martwią się tym zbytnio. Śmierć zabierze wszystko, nawet lęki, które ich trapią. Życie na ziemi jest dla nich ważniejsze i wystarcza im”. Zupełnie innym problemem, jak przyznaje autor, jest śmierć kogoś bliskiego. „Pozostaje śmierć innych, która jest na swój sposób rzeczywista, na swój sposób bolesna, na swój sposób nie do zniesienia. W takiej chwili ateista jest zupełnie ogołocony. Śmierć zabiera mu osobę, którą najbardziej kochał […]. Jak mógłby nie cierpieć? Nie ma dla niego pociechy ani rekompensaty”. Z własną śmiercią można się pogodzić, trudno się pogodzić ze śmiercią, a właściwie z nicością, której miałby doświadczyć ktoś bliski. Chcielibyśmy, by jednak żył dłużej niż tylko do śmierci. Filozof uczciwie przyznaje: „Jak bardzo chciałoby się wtedy wierzyć w Boga! Jak momentami zazdrościmy tym, którzy w niego wierzą! Przyznajmy, jest to mocny punkt wszystkich religii, w tym są prawie nie do pobicia. […] W takich chwilach religia jest silna naszą słabością, którą ujawniamy w obliczu nicości. Z tego powodu dla wielu ludzi religia jest niezbędna. […] nie poradzą sobie bez pocieszenia i rytuałów, gdy dotknie ich zbyt trudna do uniesienia żałoba. Dlatego potrzebne są im Kościoły. I dlatego nieprędko znikną”. Odnosi się też do kwestii laickich pochówków, w których „prawie zawsze jest coś ubogiego, płaskiego, sztucznego; są jak kopia, która nie pozwala zapomnieć o oryginale”. Wypowiedź ta wyrasta z wnętrza ateistycznego doświadczenia cytowanego filozofa. Nie znaczy to, że myśli tak i czuje każdy niewierzący w Boga. Znaczy to jednak, że śmierć i pytanie o to, co po śmierci, jest wciąż pytaniem kluczowym.
Kiedy głosiłem wszystkie te kazania pogrzebowe, miałem świadomość, że zgromadzeni ludzie nie oczekują ode mnie chwilowego pocieszenia, ale nadziei, czegoś, co sięga poza granicę śmierci. Wbrew temu, co w jednym z wierszy pisał T. Różewicz, to nie jest „całe życie”. Całe życie dopiero będzie. Będzie całe, bo na wieki przez Boga ocalone.

