Oczekiwać – ale jak?
Wyczekiwanie leży daleko poza naszymi współczesnymi pragnieniami
i możliwościami. Skoro więc „tu i teraz” jest najważniejsze, nie ma czasu na to,
co przed nami (por. Flp 3, 13-14). Jaki jest zatem sens oczekiwania?
Czy trud czekania nadaje naszemu życiu większą wartość?
Czego wyglądali niedościgli bohaterowie Biblii?
ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA
Wrocław
HENRYK PRZONDZIONO/FOTO GOŚĆ
Wszystko, czego pożądamy, chcemy otrzymać już, czy dotyczy to zamówionych przez Internet mebli, czy relacji międzyludzkich, czy doświadczenia bliskości Boga; wszak dominującą obecnie filozofią wydaje się horacjańskie, choć chętnie przypisywane epikureizmowi carpe diem – „chwytaj dzień”, ale odarte z głębszych refleksji.
Oczekiwać, czyli…
Niezwykle interesująco z perspektywy biblijnej przedstawia się oczekiwanie w języku greckim. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z czasownikiem „czekać”, który oznacza również tyle, co „trwać przy”. Takie czekanie wiąże się więc z decyzją o przylgnięciu do przedmiotu/podmiotu pragnień tak, że myśl o nim i pragnienie go wypełnia całego człowieka.
Fantastycznie obrazuje ten fakt cud rozmnożenia chleba i ryb przez Jezusa, który wypowiada zapowiadającą znak skargę: „Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść” (Mt 15, 32; Mk 8, 2). Lud tak usilnie wyczekiwał słów i znaków Jezusa, że zapomniał nawet o zaopatrzeniu, o swoich podstawowych potrzebach.
Z drugiej strony czekanie to „spodziewanie się” (Mt 11, 3), które język grecki wiąże tym razem również z „posiadaniem nadziei”. Wspaniale ten sposób czekania koresponduje z naszymi czasami, które przepełnione są czekaniem na ponowne przyjście Chrystusa (24, 50) – wydarzenie może i napawające niepokojem, ale nade wszystko związane z nadzieją na osiągnięcie pełni życia (2 Tm 2, 12).
Na co oczekiwano?
Na rzeczy na wskroś ziemskie – jak współczucie i pocieszenie (Ps 69, 1), czy na wodza, który został podstępnie zamordowany (Sdz 3, 25). Ale starotestamentowe oczekiwanie silnie przywołuje na myśl to, co stało się faktem wraz z wydarzeniami Wcielenia, Paschy i Zmartwychwstania Chrystusa. Autorzy natchnieni czekali bowiem na wyzwolenie, gdy popadli w niewolę.
Wyrazicielem tego wyczekiwania jest choćby prorok Jeremiasz (Jr 14, 19.22) w trudnych okolicznościach babilońskich deportacji. Gdy dotykało ich cierpienie, czekali na poprawę losu wedle wezwania psalmisty: „bądź mężny […] i oczekuj Pana” (Ps 27, 14; por. Na 1, 7). Wyczekiwali również Bożej sprawiedliwości, która miała dotykać głównie przeciwników Izraela (Hbk 2, 3; Za 3, 8), w równym stopniu także miłosierdzia dla siebie i swojego ludu w obliczu surowego wyroku (Mdr 12, 22). Czekano też na słowo Boga i Jego wyrocznię, jak uczynił to Balaam na usilną prośbę Balaka (Lb 22, 19); na Bożą obecność i asystencję (Ps 25, 5) i – w końcu – wbrew dominującym poglądom na temat istnienia Szeolu, na zmartwychwstanie (2 Mch 7, 14; 12, 44).
Oczekiwanie największe
Nie ulega wątpliwości, że do największych pragnień od rajskiego upadku należało wydarzenie Mesjasza, który naprawi to, co padło ofiarą ludzkiego nieposłuszeństwa, i pozwoli na budowanie bliskiej więzi z Bogiem. Innymi słowy – czekano na odkupienie i zbawienie (Iz 51, 5; Mi 7, 7) rozumiane często przyziemnie, jako wyzwolenie z niewoli obcych ludów. Gdyby żydowską rachubę ożenić z chrześcijańską wiarą w to, że Mesjaszem jest Chrystus, wówczas owo oczekiwanie nie należałoby do niezmiernie długich – wszak Jezus przyszedł na świat ok. 3760 r. od stworzenia świata. Jednak wedle naszych danych sytuacja nie wygląda tak optymistycznie, a owo wyczekiwanie, choć początkowo nieświadome, sięgać mogło nawet milionów lat. Mając jednak na uwadze, że życie pierwszego patriarchy, Abrahama, tradycyjnie lokuje się w czasach współczesnych Hammurabiemu, czyli ok. XVIII w. przed Chr., zaś – jeszcze optymistyczniej – pierwsza w porządku kanonicznym zapowiedź mesjańska zwana Proto-Ewangelią zyskała formę literacką w czasach niewoli babilońskiej (VI w. przed Chr.) lub po niej, okres owego oczekiwania zdecydowanie się kurczy. Nie jednak czas – czy to rozumiany spiralnie, czy linearnie – ale sama intensywność czynią tę czynność wyjątkową.
Współcześnie o czekaniu
Wielu trenerów personalnych i coachów z pewnością chórem wykrzyknęłoby współcześnie: dość już czekania – to Twój czas! Mieliby w tym dużo racji, o ile ich zachęty nie byłyby przesiąknięte promocją egoizmu i egotyzmu.
Ich działania skoncentrowane są wszak na poprawie obecnego dobrostanu jednostki, na czerpaniu maksymalnej satysfakcji z wygód i dóbr, które oferuje nam rzeczywistość. Tym co łączy biblijne czekanie ze wspomnianym „tu i teraz”, jest przede wszystkim aktywność – ale już nie skoncentrowana wyłącznie na ego i teraźniejszości, ale na wspólnocie i celu, pamiętając jednak o sobie jako o istotnym członku owej communio, czyli przy niezaniedbywaniu własnych potrzeb. Adwent jest doskonałym treningiem chrześcijańskiego oczekiwania. Choć możemy ulec złudzeniu, że każdego roku czekamy tak samo i na to samo, nie zapominajmy, że ten dany nam czas oczekiwania jest wpisany w daleko większe nadzieje ludzkości. Kiedyś bowiem nasze pragnienia się ziszczą i znajdą swój kres w „dniu Pańskim”.
Wsłuchujmy się więc w dane nam przez Kościół czytania, by lepiej zrozumieć i nigdy nie zapomnieć, czego i Kogo tak usilnie wyglądamy. Oczekujmy więc – nie biernie, ale z całych sił!

