Listopad 2008

Ten synod to nowy impuls
rozmowa z ks. abp. Marianem Gołębiewskim

Uczta mądrości
Ks. Janusz Czarny

Wszystko przemija – tylko miłość trwa wiecznie
Łukasz Henel

„Ojcu Świętemu się nie odmawia”
Ks. Piotr Nitecki

Radość Wszystkich Świętych
Anna Żarowska

Przystanek starość
Anna Kowalek

Spuścizna pisarska św. Pawła
s. Ewa J. Jezierska OSU

Z życia rekolekcjonisty
Konrad Mazurkiewicz

„Twarze Pana Cogito” w Ossolineum
Janusz Wałek

Czy można oswoić śmierć?
Anna Sutowicz

Polska i niemiecka młodzież na styku trzech granic
ks. Adam Ryszard Prokop

Co czeka nas po drugiej stronie życia?
Z ks. Bogdanem Ferdkiem rozmawia Bożena Rojek

15 lat minęło
Karol Białkowski

Strona główna

Archiwum

Co czeka nas po drugiej stronie życia?
Z ks. Bogdanem Ferdkiem rozmawia Bożena Rojek



Śmierć traktuje się przeważnie jako tabu, coś, o czym lepiej nie myśleć i nie mówić, żeby nie popaść w przygnębienie i wewnętrzny niepokój. Boimy się tego, co nas może spotkać po ziemskim życiu. A przecież Jezus zapewnia nas, że kto wierzy w Niego choćby i umarł, żyć będzie (J 11, 25). Na jakie życie w nowym świecie możemy mieć nadzieję? Co czeka nas po tej drugiej stronie życia?

Po odejściu z tego świata czeka nas życie po życiu. Warto w tej kwestii oprzeć się na Biblii, która mówi stosunkowo oszczędnie na ten temat, aby nie sprawiać wrażenia, że jest to nasze obecne życie, przedłużone w nieskończoność i trochę ulepszone. Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy dokładnego opisu owej rzeczywistości; jest nam ona jedynie przybliżona za pomocą obrazów. Jednym z nich jest obraz uczty, podkreślający, że będzie ona doskonałą komunią osoby ludzkiej z osobami boskimi, z innymi osobami ludzkimi i z całym stworzeniem, zgodnie z Apokalipsą św. Jana, która mówi o nowym niebie i nowej ziemi (por. 21,1).

Moglibyśmy w oparciu o Słowo Boże pokusić się o wyznaczenie niejako dolnej i górnej granicy życia po życiu. Dolną byłyby słowa z Apokalipsy: I otrze [Bóg] z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły (21, 4), górną zaś, która jest oczywiście granicą bez granicy, mogłyby być słowa św. Pawła Apostoła: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9).

W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdziemy natomiast jedynie ogólne określenia rzeczywistości pozaziemskiej, takie jak: communio, miłość, radość. Wszystko to ma na celu zachowanie transcendencji tamtego życia, które jest przecież dziełem Boga, a do którego trzeba nam odnieść słowa z Biblii, że myśli Boga nie są myślami człowieka (por. Iz 55, 8).

Śmierć często traktowana jest jako temat tabu. Warto jednak przypomnieć sobie tych, którzy są dla nas wzorami chrześcijan, jak św. Paweł czy św. Franciszek. Oni nie bali się kresu życia. Dlaczego? Dla Apostoła Narodów śmierć oznaczała po prostu bycie z Chrystusem, zaś Biedaczyna z Asyżu potrafił nawet nazwać ją siostrą.

Istnieje jeszcze w naszym społeczeństwie przekonanie, że ksiądz jest zwiastunem śmierci, dlatego ludzie czasem nawet do umierającego człowieka boją się wezwać kapłana z posługą sakramentalną. Jest to związane z niezrozumieniem istoty sakramentu namaszczenia chorych, który w przeszłości uczyniono sakramentem umierających.

We współczesnej teologii, która, oczywiście, nawiązuje do intuicji biblijnej i starożytnego Kościoła, przestawiono akcenty znaczeniowe. Sakrament chorych – jak sama nazwa wskazuje – jest dla chorych, natomiast dla umierających Kościół ma wiatyk, czyli ostatnią Komunię św., będącą pokarmem na tę najtrudniejszą chyba drogę życiową poprzez śmierć do wieczności.

Za obawą przed spowiedzią i Komunią św. kryje się, być może, niewłaściwa koncepcja eschatologii, która wyraźnie dzieli to, co przed śmiercią, od tego, co ma nastąpić po niej. Tymczasem Jezus wszystko to łączy ze sobą. Życie po życiu tak naprawdę nie zaczyna się dopiero po śmierci; tej rzeczywistości doświadczamy już wtedy, gdy trwamy we wspólnocie z Chrystusem. Śmierć udoskonali tylko aktualną komunię z Nim; chciałoby się powiedzieć: doprowadzi ją do perfekcji.

Wielcy święci, jak np. Karol Boromeusz, pytani o to, co zrobiliby, gdyby mieli stanąć nagle na sądzie Bożym, nie odpowiadali wcale, że poszliby do spowiedzi. Mówili tylko, że dokończyliby to, czym właśnie się zajmowali. Oni trwali zawsze w komunii z Jezusem i dlatego słusznie uważali, że nie muszą obawiać się tego wydarzenia, jakim jest śmierć i związany z nią sąd Boży.

*****

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego

Art. 1023. Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga, ponieważ widzą Go takim, jakim jest (1 J 3,2), twarzą w twarz.

Art. 1030. Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba.

Art. 1035. Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, ogień wieczny. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.