Wakacje 2005
Modlitwa o beatyfikację Jana Pawła II Redakcja Pokój między narodami jest możliwy List biskupów ukraińskich i polskich Jubileusze Księdza Kardynała K. M. Niech Cię Bóg strzeże i zachowuje ks. abp Marian Gołębiewski Reminiscencje kongresowe Z ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem rozmawia Janusz Dariusz Telejko "Giovanni Paolo – santo subito!" Krzysztof Bramorski Wszysko mogę w Tym, który mnie umacnia Z ks. Janem Kwasikiem rozmawia Józef Ambroszko Nowi polscy błogosławieni: ks. Bronisław Markiewicz Michał Zwierzyna Nowi polscy błogosławieni: ks. Ignacy Kłopotowski Krzysztof Myszogląd Nowi polscy błogosławieni: ks. Władysław Findysz Krzysztof Salik Sakrament kapłaństwa – wieczernikowy dar Chrystusa ks. Wiesław Wenz Podyplomowe Studia Biblijne Strona główna Archiwum |
Nowi polscy błogosławieni: ks. Bronisław Markiewicz (1842-1912) Współczesny świat nie jest zainteresowany tymi, którzy wyróżniają się od reszty cnotą miłości, wierności i pobożności. Kościół od wieków pokazuje drogę tych, którzy przyczynili się i przyczyniają do wzrostu wiary, nadziei i miłości. Czyni to poprzez świadków, którzy oddali się i nieustannie oddają swoje życie Chrystusowi. Jednym z nich jest, ogłoszony niedawno przez ks. kard. Józefa Glempa błogosławionym, ks. Bronisław Markiewicz – Wielki Kapłan i Wychowawca. Urodził się 13 VII 1842 r. w Pruchniku, niedaleko od Jarosławia. Miał liczne rodzeństwo. Byli wśród nich: profesor gimnazjum, dwaj adwokaci, właściciel firmy kupieckiej. Zalety wszczepione przez rodziców w serca dzieci, najwspanialej uwydatniały się w najmłodszym Bronisławie, który wybrał dla siebie stan kapłański. Swój rozwój intelektualny zaczynał w szkole elementarnej w Pruchniku. Był gorliwy, ambitny, chętnie służył pomocą innym uczniom. Fascynowały go książki, które czytał na drzewie w ogrodzie. Już jako mały chłopiec potrafił podzielić się kromką chleba i tym, co miał. Czasem zdarzało się, że wracał do domu bardzo głodny, ale nigdy nie był z tego powodu zły. Był tym wręcz zafascynowany i szczęśliwy. Po skończonej szkole elementarnej udał się do gimnazjum w Przemyślu. Tam załamała się jego wiara, do czasu, gdy wpadła mu w ręce książka Józefa Korzeniowskiego. W swoich wyznaniach pisał: Upadłem na kolana i zacząłem się modlić: "Jeśli istniejesz, Boże, daj mi się poznać, a wszystko gotowym dla Ciebie uczynić I w tej chwili napełnił mnie Pan wielką światłością wewnętrzną, która sprawiła, iż uwierzyłem we wszystko, co Kościół święty do wierzenia podaje i tegoż jeszcze dnia wyspowiadałem się z całego mojego życia". Po skończeniu gimnazjum zamierzał zostać nauczycielem lub wojskowym, jednak nie zrealizował swoich planów. W styczniu 1863 r. wybuchło powstanie przeciwko Rosji carskiej. Miał ochotę udać się do Lwowa, by pomóc swoim starszym kolegom w powstaniu, ale z powodu zbliżających się egzaminów maturalnych zrezygnował z tego i pozostał na miejscu. Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Swoją pierwszą Mszę św. odprawił 22 września 1867 r., w ciszy i skupieniu. Mieszkańcy Pruchnika chcieli wyprawić mu huczne prymicje, ale młody ks. Bronisław nie wyraził na to zgody. W zapiskach Błogosławionego czytamy: Pan Jezus unikał czci zewnętrznej. Pokorą najlepiej odwdzięczamy się Panu Bogu za łaski dane w Sakramencie Kapłaństwa i pokorą zapewniamy sobie najpełniej pomoc w sprawowaniu ciężkich obowiązków, jakie na nas ta godność nad godnościami wkłada. W kilka dni po prymicjach udał się na swą pierwszą placówkę. Tam poświęcił się całkowicie pracy z ludźmi. Prowadził życie skromne, ubogie; sypiał na desce. Każdą wolną chwilę spędzał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Próbował dotrzeć do każdego człowieka. Walczył z nałogiem pijaństwa, próbował godzić zwaśnionych. W 1870 r. został przeniesiony do Przemyśla. Tam realizował się poprzez Sakrament Pokuty i nauki katechetyczne. Zajmował się duszpasterstwem studentów, odwiedzał więźniów. Służył chorym i biednym, zwłaszcza podczas wybuchu epidemii cholery. Praca z młodzieżą skłaniała go do rozpoczęcia studiów na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a później na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 1876-1884 był duszpasterzem w Gaci, a później proboszczem w Błażejowej. Rok później udał się do Włoch, gdzie spotkał się z ks. Janem Bosko. Postanowił wówczas wstąpić do nowicjatu salezjańskiego, aby 25 marca 1887 r. złożyć wieczystą profesję. Mając 49 lat, przybył do Polski, aby tu kontynuować dzieło salezjańskie. Zajmował się najbiedniejszymi, z plebanii zrobił dla nich przytułek. Już pod koniec 1892 r. mieszkało w nim 15 chłopców, ale liczba ich wciąż powiększała się. Po kilku miesiącach było ich prawie 50. Księdzu Markiewiczowi leżała na sercu kwestia wychowania młodych ludzi, jak i wspólna z nimi modlitwa. Uczył ich w ten sposób podstawowych zasad życia chrześcijańskiego. Wielu z tych młodzieńców pod wpływem jego wychowania postanowiło pójść drogą swojego ukochanego opiekuna. Już w 1894 r. pierwsi trzej kandydaci zostali obleczeni w suknie zakonne. Dla 100 wychowanków zbudował dom. Jego siły jednak stopniowo słabły. Aby zapewnić funkcjonowanie swojego dzieła, postanowił stworzyć zrzeszenie świeckie pod nazwą: "Towarzystwo Powściągliwość i Praca", ostatecznie utworzył Zgromadzenie św. Michała Archanioła. Wkrótce zaczęły przybywać tam także kobiety, które pomagały w ogrodzie i gospodarstwie. Widział w nich "dobry materiał" na zakonnice. W ten sposób rodziła się myśl, aby utworzyć zgromadzenie sióstr michalitek. Postanowił napisać podanie do konsystorza biskupiego o zatwierdzenie kongregacji żeńskiej, które nie zostało jednak zatwierdzone. Powoli życie ks. Markiewicza zbliżało się ku końcowi. Coraz częściej sam mówił o zbliżającej się śmierci. 4 grudnia 1911 roku wysłał prośbę do Ojca Świętego o zatwierdzenie Zgromadzenia św. Michała Archanioła, a także wspomniał o nowym zgromadzeniu żeńskim. 11 grudnia 1911 r. znaleziono go nieprzytomnego na podłodze w jego celi. 29 stycznia 1912 r., w dzień św. Franciszka Salezego, do którego miał szczególne nabożeństwo, chory przyjął jeszcze Komunię św. i trwał w milczącej adoracji. Przywoławszy swoich braci i siostry, tak odezwał się cichym, przerywanym głosem: Chwile to moje ostatnie... odchodzę, a wy zostaniecie i poprowadzicie dalej dzieło, które nie jest moje, lecz Boże... Miłujcie się nawzajem i ukochajcie to dzieło święte z całej duszy... Około godziny 9 zgromadzeni wokół łoża ks. Markiewicza, ujrzeli ostatnie drgnienie życia na twarzy swego duchowego ojca. Zdołał jeszcze ucałować krucyfiks i zyskać absolucję. Po śmierci jego twarz wypogodziła się i padł na nią niezwykły promień światła. Zmarł w opinii świętości. Zgromadzenie Sióstr św. Michała Archanioła uzyskało zatwierdzenie kościelne dopiero po śmierci założyciela, siedem lat po aprobacie gałęzi męskiej, 21 sierpnia 1928 roku. |