Wakacje 2005

Modlitwa o beatyfikację Jana Pawła II
Redakcja

Pokój między narodami jest możliwy
List biskupów ukraińskich i polskich

Jubileusze Księdza Kardynała
K. M.

Niech Cię Bóg strzeże i zachowuje
ks. abp Marian Gołębiewski

Reminiscencje kongresowe
Z ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem rozmawia Janusz Dariusz Telejko

"Giovanni Paolo – santo subito!"
Krzysztof Bramorski

Wszysko mogę w Tym, który mnie umacnia
Z ks. Janem Kwasikiem rozmawia Józef Ambroszko

Nowi polscy błogosławieni: ks. Bronisław Markiewicz
Michał Zwierzyna

Nowi polscy błogosławieni: ks. Ignacy Kłopotowski
Krzysztof Myszogląd

Nowi polscy błogosławieni: ks. Władysław Findysz
Krzysztof Salik

Sakrament kapłaństwa – wieczernikowy dar Chrystusa
ks. Wiesław Wenz

Podyplomowe Studia Biblijne




Strona główna

Archiwum

Niech Cię Bóg strzeże i zachowuje
ks. abp Marian Gołębiewski



Obchodzimy dzisiaj, w tej historycznej świątyni pw. św. Krzyża, potrójny Jubileusz Drogiego nam Księdza Kardynała: 55-lecie kapłaństwa, 35-lecie biskupstwa i 20-lecie przynależności do kolegium kardynalskiego. Wsłuchujemy się w słowo Boże, przewidziane na wspomnienie liturgiczne św. Barnaby apostoła. W 1. czytaniu z Dziejów Apostolskich padły słowa, które wyrzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem. Tenże Duch Święty kiedyś rzekł: wyznaczcie mi Henryka do dzieła, do którego go powołałem.

Powołał go najpierw do życia aktem miłości małżeńskiej dobrych i chrześcijańskich rodziców, współpracujących z Bogiem, który jest ostatecznym Dawcą życia. I tak Henryk Roman Gulbinowicz urodził się dnia 17 października 1923 roku w Wilnie, w szpitalu św. Jakuba, w metryce zapisany jako urodzony w Szukiszkach. Jego rodzicami byli Antoni i Waleria z d. Gajewska. Ochrzczony został w rzymskokatolickiej parafii Bujwidze. Jedno z pierwszych zachowanych zdjęć z ok. 1930 roku pokazuje małego Henryka siedzącego na kolanach ojca, obok siedzi matka i z tyłu stoi ciotka Zofia Gulbinowiczówna. Inne zdjęcie przedstawia poświęcenie sztandaru Krucjaty Eucharystycznej w Pryciunach. Aktu tego dokonał abp Romuald Jałbrzykowski, w obecności ks. proboszcza Miszkinisa, ks. kapelana i 15-letniego Henryka Gulbinowicza, dumnie trzymającego teczkę.
W Szukiszkach i Wilnie wszystko się zaczęło. Tam pozostał kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie, piękny i czysty jak pierwsze kochanie. Do tego kraju nasz Czcigodny Jubilat będzie wracał przez całe życie. Będzie tęsknił – jak Mickiewicz – do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych i będzie o nim opowiadał "starą baśń", której nikt do końca nie zrozumie, kto z tym krajem w życiu choćby na krótko się nie zetknął.
W Szukiszkach pozostał z tamtych czasów tylko las. Gdyby te drzewa mogły przemówić, opowiedziałyby nam dawne dzieje: o ludzkich losach, o wojnach i powstaniach, o szczęściu i niedoli. Bo Wileńszczyzna to piękna i malownicza ziemia, gdzie przy drogach i podwórzach rosną rojsty, gdzie żył lud pobożny, który w momencie błyskawicy rozpruwającej niebo czynił znak krzyża, a na odgłos pioruna uderzającego w pobliskie drzewo wypowiadał z namaszczeniem słowa: A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Tam na Litwie miało się swoją "Dolinę Issy" i swoją "Ziemię Ulro", z pobożnością nieco zabobonną, z obrzędem "Dziadów", z zaściankami, z gościnnością jak na dłoni i z krztą podejrzliwości.
W Wilnie pozostała Matka Boża Ostrobramska, katedra z przepiękną kaplicą kazimierzowską, uniwersytet z duchem Piotra Skargi, Góra Trzech Krzyży, u stóp której rozciąga się malownicza panorama miasta, sławna Kalwaria Wileńska, błękitna wstęga Wilii i cudowne kościoły. Kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie.
W Ewangelii dzisiejszej usłyszeliśmy słowa: Idźcie i głoście: Bliskie jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, [...] wypędzajcie złe duchy [...]. Nie zdobywajcie złota ani srebra [...]. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Kierując się tymi słowami Barnaba i Szaweł pozyskiwali wielką rzeszę dla Pana. Te i tym podobne słowa głęboko zapadały w serce młodego Henryka Gulbinowicza, który – idąc za głosem powołania – swoje kroki skierował do seminarium, najpierw w Wilnie, a potem w Białymstoku, bo trzeba było opuścić swoją małą ojczyznę i przemieścić się na wschodnią część Polski w powojennych granicach. Święcenia kapłańskie przyjął 18 czerwca 1950 roku z rąk wspomnianego już arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego. Grupa neoprezbiterów nie była liczna. Liczyła zaledwie sześciu. Uroczystość święceń kapłańskich jak i prymicji została udokumentowana na zdjęciach, które przetrwały do dzisiejszego Jubileuszu. Ówczesna archidiecezja w Białymstoku to skrawek dawnej archidiecezji wileńskiej. Pod względem kościelno-jurysdykcyjnym młody ks. Henryk Gulbinowicz nie był outsiderem; rozpoczął pracę – jak większość z nas – na terenie swojej archidiecezji, chociaż po roku 1945 oddzielonej w większej części granicą państwową. Po studiach na KUL-u podejmuje pracę jako wychowawca w Olsztynie – na świętej ziemi warmińskiej.
Byłem bardzo młodym księdzem, może dwa lata po święceniach. Władze diecezjalne zadecydowały, że pierwszych pięć roczników kapłańskich będzie miało rekolekcje w Lądzie n. Wartą, do roku 2004 należącym do diecezji włocławskiej. Obecnie do archidiecezji gnieźnieńskiej. Jako nasz rekolekcjonista przyjechał również młody, po studiach na KUL-u, ks. Henryk Gulbinowicz. Mówił prosto i ciepło, z charakterystycznym akcentem wileńskim. Z nauk rekolekcyjnych emanował żar apostolski mówiącego, nadzieja i optymizm. Przyznam, że jako młodzi kapłani bardzo tego potrzebowaliśmy, bo czasy były ciężkie, posępne, pod ciśnieniem systemu i rządów komunistycznych. To był mój pierwszy kontakt z późniejszym biskupem, arcybiskupem i kardynałem świętego Kościoła Rzymskiego.
Czego się nauczyłem podczas tych rekolekcji? Że kapłan głosi autorytatywnie Ewangelię, udziela sakramentów świętych, sprawuje władzę z wiarą i łaską. Jest to szczególna osmoza, która powinna dominować w całym kapłańskim posługiwaniu. W sprawowaniu swej władzy kapłan jest na służbie Boga, który go posłał, na służbie Chrystusa, którego zastępuje, i braci, dla których został ustanowiony. Kapłan jest na służbie Chrystusa, Kościoła i świata. Jedna z przyczyn, z powodu której kapłańska tożsamość zmienia się i komplikuje, polega na tym, że trudności i najbardziej zawiłe zjawiska posługi kapłańskiej interpretuje się tak, jakby one pochodziły z trudności typu społecznego. Tymczasem kapłaństwo jest tajemnicą przewyższającą wszelkie analizy socjologiczne i próby ocen, jakie stosuje się w odniesieniu do rzeczywistości ziemskich.
Dnia 12 stycznia 1970 roku papież Paweł VI podniósł ks. rektora Henryka Gulbinowicza do godności biskupa tytularnego Acci na Korsyce, czyniąc go administratorem archidiecezji w Białymstoku. Święcenia biskupie przyjął, z rąk Prymasa Tysiąclecia Stefana kardynała Wyszyńskiego, dnia 8 lutego 1970 roku w prokatedrze białostockiej. Współkonsekratorami byli: biskup warmiński Józef Drzazga i biskup pomocniczy z Włocławka Kazimierz Majdański. Św. Paweł napisał: qui episcopatum desiderat, bonum opus desiderat – kto biskupstwa pożąda, dobrej rzeczy pożąda. Nie wiem czy nasz Jubilat pragnął biskupstwa, ale o – o ile pamiętam – czuł się z nim dobrze. Pamiętam jego przyjazdy z tego czasu do Wiecznego Miasta, gdzieśmy kontynuowali nasze studia teologiczne. Tryskał zdrowiem, o które – przyznać trzeba – dbał, promieniował humorem, dowcipem i optymizmem.
Potem była nominacja na arcybiskupa metropolitę wrocławskiego, dokonana przez papieża Pawła VI w dniu 15 grudnia 1975 r. Kanoniczne objęcie archidiecezji odbyło się 12 stycznia 1976 roku, uroczysty zaś ingres do archikatedry wrocławskiej odbył się 2 lutego tegoż roku.
Rozpoczął się nowy etap w życiu Czcigodnego Jubilata. W zamiarach Bożej Opatrzności miał on być długi i pracowity. Jak sam Jubilat przyznaje – Śląska prawie nie znał. Trzeba było ten rejon poznać, a archidiecezja była wówczas bardzo rozległa, powierzchnią przekraczająca granice aktualnej Metropolii Wrocławskiej. Dystans między 250-tysięczną wówczas administracją apostolską w Białymstoku a 2,5-milionową archidiecezją wrocławską był ogromny. Z tym łączyły się takie sprawy, jak ogrom pracy duszpasterskiej i administracyjnej, nowe wyzwania typowe dla tego rejonu Polski, właściwa polityka personalna, umiejętność godzenia różnych tradycji, które tutaj przywędrowały wraz z napływem nowych mieszkańców na Dolny Śląsk.
Kazanie na ingresie wygłosił bp gorzowski Wlhelm Pluta, najstarszy z metropolii wrocławskiej. Mówił długo. Nowy arcybiskup przemówił krótko i serdecznie. Oprócz akcentów niejako stałych przy takiej okazji, nie zbrakło wątku patriotycznego, który został dobrze przyjęty. Była też serdeczna prośba o modlitwę i wyrażona troska w formie pewnej obawy, by w tej wielkiej – pod względem terytorium i liczby wiernych – archidiecezji nie zagubić poszczególnego człowieka.
Wchodzenie w archidiecezję nowego arcybiskupa było – że tak powiem – ostrożne. Długo nie mogłem na odległość zrozumieć dlaczego przypisano mu przydomek "Henryk Niemy, Milczący", jako że ze sztuką słowa był zawsze w dobrej komitywie. Była to pewna taktyka. Najpierw trzeba było rozpoznać teren. Przyjrzeć się jak przedstawia się życie duchowe i sytuacja materialna parafii, jak zaradzić kościołom, które na gwałt wymagały remontu. Można bez przesady powiedzieć, że problemem priorytetowym była budowa nowych kościołów, którą władze blokowały konsekwentnie, nie udzielając pozwoleń na wznoszenie nowych świątyń. Nie mniejszej wagi był problem tzw. księży patriotów, których, niestety, na terenie archidiecezji było dość dużo. Na rytm pasterskiej posługi ks. arcybiskupa H. Gulbinowicza składały się: kurialna codzienność, czyli urzędowanie w biurze i przyjmowanie kapłanów, delegacji, różnych przedstawicieli życia publicznego, wyjazdy w teren na wizytacje kanoniczne, bierzmowania i inne uroczystości, troska o PWT i MWSD, umiejętność układania się z władzami komunistycznymi i in. Szczególnie mocno na rytmie tej posługi zaznaczył się stan wojenny, z wszystkimi jego konsekwencjami: politycznymi, społecznymi, rzutującymi również na życie Kościoła.
Oprócz tego trzeba by wymienić udział Jubilata w pracach KEP, najpierw pod kierownictwem ks. prymasa kardynała St. Wyszyńskiego, a potem pod przewodnictwem ks. prymasa J. Glempa. Wkład Jubilata zaznacza się w dziedzinie ekumenii, dla której Wrocław stwarzał bardzo korzystny klimat ze względu na różne wyznania, współistniejące w tym mieście, jak i w duszpasterstwie ludzi pracy, jako że Wrocław był już wtedy dużą aglomeracją przemysłową, skupiającą rzesze robotników. Tutaj tkwią korzenie Dolnośląskiej Solidarności, która przygotowuje się do obchodów 25-lecia istnienia.
Dnia 25 maja 1985 roku Ojciec Święty Jan Paweł II podniósł ks. arcybiskupa Henryka Gulbinowicza do godności kardynalskiej. Uroczysty ingres do archikatedry wrocławskiej odbył się 1 czerwca 1985 r. Stolica arcybiskupia we Wrocławiu odzyskała swój dawny splendor.
Najważniejszym wydarzeniem w czasie biskupiej posługi ks. kardynała Gulbinowicza we Wrocławiu była dwukrotna wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w stolicy Dolnego Śląska. Pierwsza odbyła się 21 czerwca 1983 roku, druga od 31 maja do 2 czerwca 1997 roku – na zakończenie 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego. Do najważniejszych dokonań Jubilata, jako arcybiskupa metropolity wrocławskiego, należy zaliczyć: przeprowadzenie synodu archidiecezjalnego (1985-1991), pomnożenie sieci dekanalnej i parafialnej, troska o powołania kapłańskie; o należytą formację ludzką, duchową, intelektualną i duszpasterską kandydatów do kapłaństwa, rozszerzanie struktur i pola działalności naukowej PWT, wprowadzenie annus propedeuticus w Henrykowie, umacnianie kultu maryjnego, troska o sanktuaria maryjne, które, niestety, odpadły od archidiecezji po jej ostatnim podziale, i o sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy, o budownictwo sakralne i o ludzi biednych i potrzebujących w ramach działalności Caritas Archidiecezji i in. Szczególnym rysem postawy ks. kard. H. Gulbinowicza jest optymizm chrześcijański, cierpliwość, ojcowska dobroć i umiłowanie Kościoła. Jego zawołanie biskupie brzmi; Patientia et Caritas – cierpliwość i miłość.
A cóż dopiero powiedzieć o płaszczyźnie duchowej, jak głoszenie słowa Bożego, sprawowanie Eucharystii, szafarstwo sakramentów świętych? W ciągu 55 lat kapłaństwa, 35 lat biskupstwa i 20 lat godności kardynalskiej tyle tego było, że trudno wszystko spamiętać, nie sposób ocenić, podsumować czy obliczyć. Ta działalność wymyka się spod statystyk, obliczeń, zaszeregowań. Pozostawiamy ją Panu Bogu, który jest Dawcą powołania i związanych z nim charyzmatów i talentów.
Kiedykolwiek spotykałem się z Czcigodnym Jubilatem, jeszcze przed moim przybyciem do Wrocławia, zwykłem mawiać – nie bez cienia przesady – w ten sposób: czuję wobec osoby Ks. Kardynała jakiś irracjonalny, nieuzasadniony respekt. Wówczas nasz obecny Jubilat uśmiechał się dobrotliwie i odpowiadał: to bardzo dobrze, tak powinno być. Kiedy miesiąc przed ogłoszeniem mojej nominacji na Wrocław spotkałem Ks. Kardynała w Szczecinie, powiedziałem nieco inaczej: po tylu latach znajomości już nie odczuwam tego irracjonalnego lęku czy respektu do osoby metropolity wrocławskiego. Jubilat uśmiechnął się rozbrajająco i odrzekł: a ja już nawet wiem dlaczego tak jest, i bez komentarza się rozstaliśmy, bo jeszcze nie wolno nam było na ten temat w podtekście mówić.
Życiorysy wielkich ludzi stwarzają wątpliwości co do daty ich urodzenia. Tak jest w wypadku Fr. Chopina, I. Paderewskiego, Poli Negri i wielu innych. Do nich należy również Ks. Kardynał. Wprawdzie myśmy w kręgach kościelnych już od wielu lat znali dokładną datę jego urodzenia, ale on przy okazji rozmów na ten temat przekazywał nam jakoby po raz pierwszy w życiu największą tajemnicę związaną z rokiem urodzenia, zobowiązując nas pod grzechem ciężkim, żebyśmy nikomu o tej tajemnicy – Broń Boże – nie mówili. Obawiam się, że Ks. Kardynał z czasem też uwierzył w tę fikcyjną datę i uznał ją za rzeczywistą.

Najdostojniejszy Jubilacie!
Po ludzku sądząc, z punktu widzenia – o ile tak można mówić – kariery kościelnej osiągnąłeś wszystko. Dojrzewałeś coraz bardziej jak wyborne wino, które w Biblii ma bardzo bogatą symbolikę. Dzisiaj razem z Tobą dziękujemy Bogu za łaskę Twego kapłaństwa, które osiągnęło pełnię przez przyjęcie święceń biskupich. Składamy Ci z serca płynące gratulacje i życzenia: niech Cię Bóg strzeże i zachowuje, niech Ci błogosławi i darzy dobrym zdrowiem. Ad multos annos! Amen.


Kościół pw. Świętego Krzyża we Wrocławiu, 11.06.2005 r.