Czerwiec 2009

Czerwcowe Serce Jezusa
Joanna Mielniczuk

Z Bożą Opatrznością jest jak z powietrzem
Krzysztof Bramorski

Wolność musi rosnąć
Rozmowa z Prymasem Polski, kard. Józefem Glempem

Kardynał Nagy – nowym doktorem honoris causa
Paweł Kucia

Profesor i kardynał
Ks. Andrzej Nowicki

W służbie Bogu i człowiekowi
Rozmowa z ks. biskupem Edwardem Janiakiem

Tu rozum i nauka wzmacniają wiarę
Andrzej Niedźwiecki

W piątek 5 czerwca na „Olimpie”
Tadeusz Czerniewski

Gdzie żyją wrocławianie
Jan Wikiera

Nowe cuda świętej Faustyny
Bartosz Trojanowski

Czy wiara w przesądy i zabobony jest groźna?
Z ks. Januszem Czarnym rozmawia Bożena Rojek

Neoprezbiterzy 2009


Polskość to dar z nieba, od Boga mi dany
Piotr Sutowicz

Strona główna

Archiwum

Czy wiara w przesądy i zabobony jest groźna?
Z ks. Januszem Czarnym rozmawia Bożena Rojek


Choć żyjemy w coraz bardziej cywilizowanym świecie, zabobony i przesądy wciąż mają się dobrze. Bez trudu przecież spotkamy tych, co będą odpukiwać w niemalowane drewno, by czegoś nie zapeszyć, nie podadzą ręki „przez próg”, nie wstaną z łóżka lewą nogą, zawrócą, widząc przebiegającego przez drogę czarnego kota, wierzą w feralne dni i moc amuletów, przepowiadają przyszłe wydarzenia na podstawie zachowania się przedmiotów martwych... Wielu z nas kieruje się przesądnym sposobem myślenia, bo dość mocno utrwalił się on w naszej świadomości, z czego niekiedy nie zdajemy sobie już nawet sprawy. Czy godzi się być katolikiem i hołdować pogańskim zwyczajom? Czy wiara w przesądy i zabobony jest groźna?

W przedstawionym katalogu przesądów i zabobonów mamy do czynienia z różnymi zachowaniami. Wszystkie one zakorzenione są w ludzkiej naturze, która z jednej strony dąży do odsunięcia od siebie jakiejś niebezpiecznej, niekorzystnej czy niekomfortowej sytuacji, z drugiej zaś pragnie dobra i szczęścia. Towarzyszy nam także ciekawość przyszłości. Dlatego chcielibyśmy odsłonić tę „kotarę niewiedzy”, która zasłania nam dzień jutrzejszy.

Istotną sprawą jest ustalenie, co w życiu jest dla nas, zwłaszcza dla ludzi wierzących, ostatecznym punktem odniesienia. Tą ostoją powinien być po prostu Bóg, który kieruje losami świata. Wszystko jest w Jego ręku. On też interesuje się ludzkim życiem i dostarcza swojej pomocy w postaci łaski, by mogło się ono kształtować w sposób właściwy. Rezerwuje dla człowieka stan absolutnego szczęścia, które nazywamy zbawieniem, ale i dopuszcza czasem różnego rodzaju cierpienia.

Hołdowanie zabobonnym praktykom niesie ze sobą zagrożenie dla życia duchowego, gdyż przypisuje się im zwykle Boskie prerogatywy i szuka w nich jakiejś sprawczej siły zdarzeń. Jeszcze bardziej niebezpieczne dla ducha są horoskopy, tarot, numerologia czy astrologia, bo zawierają w sobie ukryte założenie, że wszystko w życiu jest jakoś zdeterminowane: a to przez gwiazdy, a to przez sekwencje cyfr, a to przez jakieś tam prądy. To jest pewnego rodzaju fatalizm, wyrażający się w przekonaniu, że nie poradzimy sobie w przyszłości, co najwyżej możemy ją tylko poznać.

Sprawcza moc wszelkich działań jest właściwa Bogu i tylko Bogu, dlatego nie wolno przypisywać jej nikomu i niczemu na świecie. Jeśli ktoś tak czyni, popełnia grzech, czasami bardzo poważny, zwłaszcza gdy swoje życie układa według tego typu praktyk. Bo uprawiając tę formę bałwochwalstwa, odwraca się po prostu od samego Stwórcy. Ponadto wierząc, że to np. układ gwiazd decyduje o człowieku, kwestionujemy również czy po prostu osłabiamy znaczenie wolnej woli, a więc depczemy ludzką godność, nadaną nam przez Najwyższego.

Zdarza się też, że nawet praktyki i treści religijne traktowane są na sposób magiczny. Mamy wówczas do czynienia z piętrowym wręcz zabobonem. Przykładem jest tzw. łańcuszek św. Antoniego, polegający na tym, że jakieś spisane na karteczkach formuły należy, powiedzmy, siedem razy dziennie odmówić. Może to mieć wymiar bardzo poważnego bluźnierstwa wobec Boga, gdyż w ten sposób sugeruje się niejako, że Jego moc można „ujarzmić” albo „zinstrumentalizować”. Bo jeżeli odmówię siedem razy tę modlitwę, to Stwórca z całą pewnością nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko zrealizować moje pragnienie, które zawarte jest w tej praktyce. A jeśli się tego nie zrobi, przyjdzie nieszczęście. Co zatem pozostaje? W praktyce modlitewnej musi przede wszystkim cały czas dominować wezwanie z Modlitwy Pańskiej: bądź wola Twoja. Natomiast w życiu codziennym należy starać się uzgadniać swoje wybory i decyzje z wolą Bożą. I przede wszystkim umieć dostrzegać tę niesłychaną, ogromną moc łaski Bożej, którą jesteśmy obdarzani, i nigdy jej nie marnować.

Warto nadmienić, że ludzie często stosują różne praktyki zabobonne w sposób nieuświadomiony bądź traktują je z przymrużeniem oka. Kiedy zetkniemy się z taką sytuacją, dobrze jest odnieść się do tego i zareagować, choćby poprzez udzielenie stosownego wyjaśnienia. Należy jednak wystrzegać się przy tym przesadnych i zbyt radykalnych słów. Znane są przykłady działań podejmowanych przez różne formacje religijne, które z ogromną żarliwością występowały np. przeciwko noszeniu chust, będących elementami kultury Dalekiego Wschodu, zwłaszcza hinduizmu, gdyż upatrywały w nich siedlisko złych sił. Nazbyt poważnie przypisywano wówczas hinduskiej chuście moc, której ona doprawdy nie posiadała. Ważne jest więc, żeby na świat i ludzi patrzeć zawsze w kontekście wiary w Boga żywego i prawdziwego, który pragnie szczęścia każdego człowieka.

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego


Art. 2110. Pierwsze przykazanie zabrania oddawania czci innym bogom poza Jedynym Panem, który objawił siebie swojemu ludowi. Zakazuje zabobonu i bezbożności. Zabobon to pewnego rodzaju wynaturzony przerost religijności; bezbożność jest wadą sprzeciwiającą się, przez brak, cnocie religijności.

Art. 2111. Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon (por. Mt 23, 16-22) – oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.