Czerwiec 2002

Uczestniczył w męce Chrystusa
Piotr Sujka

Doktoraty honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu


Jan Chrzciciel w oczach starożytnych
ks. Mariusz Rosik

Polacy w Rumunii
Ze Stanisławą Jakimowską, wiceprezesem Związku Polaków w Rumunii, rozmawia Leszek Wątróbski

W stronę człowieka i historii-szkic do portretu Andrzeja Kijowskiego
Wiesława Tomaszewska CR

Chcę być taki silny, jak mój tatuś!
Tomasz Bojanowski

Caritas w parafii
Z Anną Dudą - przewodniczącą Parafialnego Zespołu Caritas przy parafii pw. św. Augustyna we Wrocławiu rozmawia Barbara Juśkiewicz

Miłosierdzie realną miłością
Ks. Antoni Kiełbasa SDS




Strona główna

Archiwum

Polacy w Rumunii
Ze Stanisławą Jakimowską, wiceprezesem Związku Polaków w Rumunii, rozmawia Leszek Wątróbski


Ilu Polaków żyje dziś w Rumunii?

Według naszych szacunków trochę ponad 6 tysięcy. Najwięcej na Bukowinie w północno-wschodniej Rumunii przy granicy z Ukrainą. Są też rodacy mieszkający w innych regionach kraju, np. w Bukareszcie, Konstancji, Jassach.

Od jak dawna Polacy zamieszkują Rumunię?

Stosunki polsko-rumuńskie sięgają XIV i XV wieku. Dzisiejsza Bukowina stanowiąca część wielkiej Mołdawii zasiedlona została przez naszych rodaków dopiero w końcu XVIII wieku. Pierwszą miejscowość Kaczyka, rumuńskie Cacica, założyli w roku 1791 górnicy soli z Bochni i Wieliczki, którzy na Bukowinie znaleźli nowe miejsca pracy w swoim zawodzie. W następnych latach, w okresie od 1835 do 1842 roku, przybyła na Bukowinę kolejna, znacznie jednak liczniejsza grupa naszych rodaków. Byli to górale czadeccy z pogranicza polsko-słowackiego, którzy założyli kolejne polskie wsie: Pleszę, Nowy Sołaniec oraz Pojanę Mikuli. W końcu zaś XIX wieku przybyła na Bukowinę grupa rolników z rzeszowskiego, z okolic Ropczyc i Kolbuszowej i osiedli osiem km od Suczawy, we wsi Bulaj. W roku 1939 przez Rumunię wiodły szlaki polskich uciekinierów... Na terenie Rumunii przebywali od września 1939 roku liczni polscy emigranci polityczni uciekający przed Niemcami i Sowietami, uchodźcy wojskowi i cywilni. Przyjmuje się, że przez Rumunię przeszło wówczas ponad sto tysięcy polskich uciekinierów. Wielu z nich zatrzymało się w Domu Polskim w Suczawie, w ich liczbie gen. Józef Haller.

Od kiedy można mówić o organizowaniu się Polaków w Rumunii?

Pierwsza organizacja polonijna w Rumunii powstała w Suczawie w roku 1903. Była to początkowo filia Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelnia Polska z Czerniowiec, dziś na terenie Ukrainy. Pierwszego maja 2003 roku obchodzić będziemy jubileusz 100-lecia powstania naszej organizacji.

Prawie jednocześnie z powstaniem Towarzystwa Bratniej Pomocy rozpoczęto też budowę Domu Polskiego w Suczawie...

Budowę Domu Polskiego, ze społecznych składek naszych członków, przy znaczącym wsparciu rodaków ze Lwowa i Krakowa, rozpoczęto w roku 1903, a ukończono cztery lata później. Dom Polski był następnie, z małymi przerwami, centrum życia polonijnego na całą Bukowinę. Tak było do roku 1950, kiedy to komuniści zdecydowali się na zlikwidowanie wszystkich organizacji mniejszości narodowych i nielegalne przejęcie ich majątku. W ten sam sposób zlikwidowane tu zostały wszystkie polonijne stowarzyszenia.

Potem były długie lata dyktatury Ceausescu...

Aż do grudniowych wydarzeń 1989 roku, kiedy znienawidzony przez naród dyktator został obalony. Wtedy też zaczęły ponownie odradzać się stowarzyszenia i organizacje mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię, a w ich liczbie także i polskie. Na pierwszym zjeździe polonii rumuńskiej, który odbył się w roku 1990 w Bukareszcie powołano do życia Związek Polaków w Rumunii. Potem siedzibę naszego Związku przenieśliśmy do Suczawy, z uwagi na fakt, że na naszych terenach żyje dziś zdecydowana większość Polaków.

Jak silny i liczny jest dziś Wasz Związek?

Związek Polaków w Rumunii zrzesza obecnie 16 stowarzyszeń, z których aż 12 działa na terenie Bukowiny. W marcu tego roku zmarł nagle prezes naszego Związku dr Jan P. Babiasz, poseł do parlamentu rumuńskiego, kierujący Związkiem od roku 1994.

Jaki jest główny cel Waszego działania?

Myślę, że podobny do wielu innych organizacji polonijnych na całym świecie - tzn. troska o zachowanie tożsamości narodowej. Konsekwentnie realizujemy ten cel, stawiając zawsze na naukę języka polskiego. W terenie, w odległych i zagubionych w lasach wioskach, dzieci rozmawiają najpierw po polsku. Rumuńskiego uczą się dopiero w przedszkolu. Ich polski to gwara regionu czadeckiego, której już w Czadcu dawno nie znają. Od roku 1991 nauczamy w Rumunii języka polskiego. Robią to miejscowi nauczyciele, którzy ukończyli studia w Polsce oraz pedagodzy z kraju. Dzięki umowom ministerialnym, polsko-rumuńskim, możemy też kształcić obecnie w Polsce naszych studentów. Jest ich dziś na uczelniach Rzeczpospolitej pięćdziesięciu. Studiują ekonomię, informatykę, nauczanie początkowe i filologię polską.

Związek poświęca też wiele uwagi sprawom promocji kultury polskiej...

Nasza działalność kulturowa rozwija się prężnie. We wrześniu br. organizujemy, już po raz czwarty, Dni Kultury Polskiej. Tradycyjnie też jest to nasza największa impreza trwająca dwa, trzy dni, której towarzyszy zawsze konferencja naukowa podejmująca tematykę stosunków polsko-rumuńskich. W roku 1999 wiele uwagi poświęciliśmy np. 60. rocznicy napadu na Polskę. Obecnie, obok historyków, na nasze konferencje zapraszamy także etnografów, etnologów, językoznawców, kulturoznawców i socjologów. Są też imprezy towarzyszące - takie jak: wystawy zdjęć, grafik, rzeźby czy wreszcie koncert zaproszonego z kraju zespołu folklorystycznego. Ostatnio naszym gościem był Zespół Pieśni i Tańca Akademii Górniczo-Hutniczej "Krakus" w Krakowie. Uroczyście obchodzimy ponadto rocznice świąt narodowych. Cieszy nas wreszcie fakt, że coraz częściej zaglądają tu rodacy z kraju, a w ich liczbie dużo młodych, którzy stają się następnie ambasadorami Rumunii w Polsce. Tacy przyjaciele są nam w kraju bardzo potrzebni, gdyż obraz naszego kraju ciągle nie jest przedstawiany w mediach polskich. Przykro nam też, że ciągle jeszcze na polskich granicach spotykamy się z nieodpowiednim zachowaniem służb mundurowych. Wielu rodaków w kraju ciągle uporczywie kojarzy Rumunów z Cyganami...

Wśród licznych Pani obowiązków jest jeszcze praca dziennikarska...

Nasz "Polonus", którym kieruję od roku 1994, obchodził w roku ubiegłym jubileusz swego 10-lecia. Odpowiadam w nim m.in. za planowanie numerów, tłumaczenia z rumuńskiego na polski i odwrotnie oraz korektę. Prasa w języku polskim na terenie dzisiejszej Rumunii ma długą tradycję, a jej początki sięgają końca XIX wieku, kiedy to na Bukowinie ukazywało się 28 gazet i czasopism. Najstarszą z nich była "Gazeta Polska" wydawana w Czerniowcach. Pierwszą zaś wydawaną w języku polskim na terenie dzisiejszej Rumunii był ukazujący się w Bukareszcie od roku 1894 "Wiarus" poświęcony w całości sprawom polskim, mający na celu zjednoczenie sił oraz odbudowę jedności emigracji polskiej. W okresie międzywojennym ukazywało się prawie 20 tytułów prasowych. Najważniejszym z nich był "Kurier Polski w Rumunii" - organ Związku Stowarzyszeń Polskich. Pismo to stało się organem Polaków żyjących w państwie rumuńskim, głównie zaś na Bukowinie. Pierwszy numer naszego "Polonusa" ukazał się w listopadzie 1991 roku w Bukareszcie, a od sierpnia 1993 roku kolejne jego numery przygotowywane już były w Suczawie. Pismo nasze wydawane jest w języku polskim i rumuńskim, dzięki czemu staje się platformą lepszego poznawania obu naszych narodowości. Od marca 1995 roku "Polonus" ukazuje się w formacie A4, z kolorową okładką, w objętości 16-20 kolumn i w nakładzie tysiąca egzemplarzy. Miesięcznik spełnia również ważną funkcję informacyjną poprzez relacjonowanie najważniejszych wydarzeń z życia Polonii rumuńskiej. Informuje też, od czasu do czasu, o życiu rodaków w innych krajach świata.

Jest też Pani prezesem Stowarzyszenia Polaków w Suczawie...

Nieprzerwanie od roku 1994. Suczawa, będąca dziś stolicą rumuńskiej Bukowiny, wchodziła przez prawie 200 lat w skład cesarstwa austrowęgierskiego. Bukowina, podobnie jak Polska, wyzwolona została w roku 1918 stając się ważną prowincją królestwa rumuńskiego. Także dziś nasza Bukowina należy do najciekawszych części niepodległej republiki rumuńskiej. Ze względu na swoją specyfikę, a zamieszkuje ją obecnie 14 mniejszości narodowych, nazywana jest "Europą w miniaturze", "Szwajcarią Wschodu" oraz "Małą Europą". Dzisiejsza Bukowina, z tak dużą liczbą narodowości, może być dla wszystkich dobrym przykładem jednoczącej się Europy. Na Bukowinie nigdy też nie było żadnych konfliktów na tle narodowościowym czy religijnym...

Wróćmy może jednak do Polonii na Bukowinie...

Bukowińska Polonia ma 4 Domy Polskie: w Suczawie, Kaczycy, Nowym Sołońcu i Paltinoasie. Jest tu też szkolnictwo polskie. W Nowym Sołońcu, gdzie 98% ludności to Polacy, działa szkoła im. H. Sienkiewicza, uroczyście otwarta w roku 1994 przez prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof. Andrzeja Stelmachowskiego - w towarzystwie ministrów oświaty obu naszych krajów. Dziś szkoła posiada dwa murowane budynki. Mamy tu też kościoły katolickie, w których odprawiane są czasami nabożeństwa polskie. Wyjątek stanowi Pojana Mikuli, gdzie wszystkie nabożeństwa odprawiane są wyłącznie po polsku. Polacy na Bukowinie mają wreszcie swoje zespoły folklorystyczne: "Sołonczankę" w Nowym Sołońcu i "Małą Pojanę" w Pojanie Mikuli. Obie grupy popularyzują folklor górali czadeckich.

Z folklorem z Bukowiny spotkać się także można w Polsce, dokąd w latach czterdziestych wyjechało wielu naszych rodaków...

W latach 1947-1948 odbywała się repatriacja Polaków z Bukowiny. Według naszych ocen wyjechało wówczas do kraju około 45 tys. osób. Zdecydowana ich część zamieszkała na tzw. ziemiach zachodnich - głównie w zielonogórskim i na Dolnym Śląsku oraz w okolicach Piły. Tam, w pobliskim Jastrowiu, organizowany jest od 12 lat międzynarodowy festiwal "Bukowińskie spotkania", na którym spotykają się Bukowińczycy z całego świata, Występują tam również nasze zespoły, także z Rumunii oraz USA, Australii, a nawet Brazylii, dokąd - nad Rio Negro, w końcu XIX wieku - wyjechało wielu naszych rodaków z Pojana Mikuli.

Pani na wyjazd do Polski się jednak nie zdecydowała. Dlaczego?

Tu jestem potrzebna. Tu się urodziłam i wychowałam. Tu jest moja ojczyzna, choć do końca życia pozostanę Polką. Wychowałam się w rumuńskich wówczas Czerniowcach. W roku 1944, kiedy północna Bukowina weszła w skład socjalistycznej Ukrainy, wyjechaliśmy z rodzicami do Rumunii, aż pod granicę węgierską. Rodzice nie chcieli mieszkać w Kraju Rad. Dziś z perspektywy czasu wcale się im nie dziwię. Potem skończyłam na uniwersytecie w Cluj filologię rumuńską i przez 32 lata uczyłam tego języka w liceum. Dziś jestem na emeryturze i nadal pracuję z młodymi. Widocznie tak właśnie miało już być.

Życzę więc wielu jeszcze pomysłów i sił do ich realizacji. Dziękuję też za rozmowę.