Kwiecień 2010

A ja się cieszę...
Krzysztof Bramorski

Powiększyła się rodzina katyńska
Abp Marian Gołębiewski

Kondolencje Benedykta XVI


Jest siła w naszym Narodzie
Ks. abp Józef Michalik

Cały świat mówi o Polsce
Z kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem rozmawia Marek Zygmunt

Stoimy przy Chrystusie
Ks. abp Marian Gołębiewski

O kapłaństwie w Roku Kapłańskim
Ks. Marcin Kołodziej

Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość...
Elżbieta Rydzak

O prawo do historii
Piotr Sutowicz

Wrocławscy przyjaciele Sanoka
Jan Zacharski

Dlaczego Kościół odrzuca in vitro?
Z ks. Tadeuszem Reroniem rozmawia Bożena Rojek

Zaangażowana w ojczyznę


Chrystus z nimi tam był...
Ks. Piotr Nitecki

Strona główna

Archiwum

O kapłaństwie w Roku Kapłańskim
Ks. Marcin Kołodziej


Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek poprosicie w imię moje. (J 15, 16).

Obecny rok, który przeżywany we wspólnocie Kościoła – dzięki inspiracji papieża Benedykta XVI – jest okazją do zadumy nad kapłaństwem. Wielu współczesnych młodych księży, kiedy decydowali się na kapłaństwo, miało za sobą lekturę książki Sługi Bożego Jana Pawła II „Dar i tajemnica”. Została ona opublikowana z okazji 50. rocznicy przyjęcia przez papieża święceń prezbiteratu. Ojciec Święty pisząc o historii swojego powołania mówi, że kapłaństwo jest z jednej strony wielką tajemnicą, z drugiej zaś darem, który nieskończenie przerasta człowieka. Jak bowiem bez bojaźni i atencji pochylać się nad kapłaństwem, skoro Chrystus mówi: Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili (J 15, 16).

Dlatego, mając przekonanie o wyjątkowości powołania kapłańskiego, ks. Jan Twardowski napisał wiersz:

Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam
i przed kapłaństwem w proch padam,
i przed kapłaństwem klękam
W lipcowy poranek mych święceń
dla innych szary zapewne –
jakaś moc przeogromna
z nagła poczęła się we mnie.
Jadę z innymi tramwajem –
biegnę z innymi ulicą –
nadziwić się nie mogę
swej duszy tajemnicą.


O teologii kapłaństwa słów kilka

Aby pochylić się nad kapłaństwem, które jest darem i tajemnicą trzeba na początku zacząć od kilku informacji katechizmowych. Kiedy czytamy Stary Testament poznajemy instytucję kapłana. Mówimy o niej na sposób już zorganizowany od momentu zawarcia przymierza u stóp góry Synaj (XIII w. przed Chrystusem). Kapłaństwo Starego Testamentu było rodowe. Jak należałeś do pokolenia Lewiego, mogłeś zostać kapłanem. Mojżesz pochodził z pokolenia Lewiego. Pochodził również jego brat Aaron oraz jego synowie, którzy zostali jako pierwsi namaszczeni na kapłanów. Rola kapłanów w Izraelu była bardzo znacząca, ponieważ życie religijne mocno wiązało się z życiem społecznym. Religia żydowska to religia rozmaitych ofiar, które składane były w świątyni jerozolimskiej, a wcześniej w wielu miejscach kultu. Do tego trzeba dołożyć nabożeństwa synagogalne, polegające na czytaniu Słowa Bożego oraz wielką liczbę świąt i uroczystości. Arcykapłan, czyli pierwszy wśród kapłanów oraz pozostali kapłani musieli zatem bardzo mocno i często angażować się w spełnianie swoich funkcji.

W Nowym Testamencie jest inaczej. Jezus Chrystus, którego autor Listu do Hebrajczyków nazywa jedyną i niepowtarzalną Ofiarą, jest również jedynym Arcykapłanem Nowego Przymierza. Ofiary Starego Testamentu nie przyniosły nam odkupienia. To odkupienie otrzymaliśmy dzięki niepowtarzalnej ofierze Jezusa Chrystusa złożonej na ołtarzu krzyża. Jezus Chrystus od momentu swego zmartwychwstania i wniebowstąpienia jest jedynym w swoim rodzaju Królem i Arcykapłanem.

I dlatego ten Pan Jezus, który miał świadomość swojej Boskości, wielkości, niepowtarzalnego charakteru złożonej przez siebie ofiary, uważa się za Arcykapłana i pragnie, aby Jego kapłaństwo trwało wiecznie. I dlatego również tym kapłaństwem pragnie podzielić się z człowiekiem.

Kapłaństwo otrzymane od Chrystusa my rozumiemy dwojako. Z jednej strony mówimy o kapłaństwie powszechnym. Jako wierzący uczestniczymy w nim od momentu chrztu świętego. To kapłaństwo powszechne realizujemy przez modlitwę oraz składanie Bogu duchowych ofiar w ciągu całego naszego życia. Upodabniamy się wtedy do Chrystusa, który złożył swoje życie w ofierze za nas. Składamy te nasze ofiary poprzez świadome, czynne, pobożne uczestnictwo w Eucharystii, ale także poprzez nasze codzienne życie realizując zadania właściwe naszemu stanowi (jako małżonkowie, rodzice, dzieci, wykonując dobrze swoją codzienną pracę, naukę, która zawsze komuś w naszym otoczeniu służy).

Z drugiej strony mówimy o kapłaństwie hierarchicznym, czyli służebnym. W tym kapłaństwie uczestniczą duchowni, czyli ci, którzy przyjęli sakrament święceń. Sakrament święceń lub jak mówi się – nie do końca zresztą właściwie i poprawnie – sakrament kapłaństwa obejmuje trzy stopnie: diakonat, prezbiterat i biskupstwo.

Pojawiają się przy tej okazji dwa pytania. Pierwsze: Dlaczego kapłaństwo służebne? Drugie: Dlaczego sakrament święceń i takie jego trzy stopnie?

Dlaczego kapłaństwo służebne? Bo czytamy u św. Pawła: Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas – jako sługi wasze przez Jezusa (2 Kor 4, 5). A Pan Jezus dodaje: Największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa (Łk 22, 26).

Dlaczego sakrament święceń i jego trzy stopnie? Bo bardzo mocno łączy się to z Tradycją Kościoła. Apostołowie po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa i Zesłaniu Ducha Świętego pełnili tak zwane funkcje pasterskie. Pasterz to ten, który pilnuje owiec, ale również ten, za którym owce idą. Dlatego Apostołowie – jak czytamy w Dziejach Apostolskich – trwali jednomyślnie we wspólnocie, w łamaniu chleba i na modlitwach (por. Dz 2, 42). Otrzymali od Jezusa – jak to czytamy w języku łacińskim – munus regendi, sanctificandi oraz docendi, czyli misję kierowania, uświęcania i nauczania. Kierowali młodą wspólnotą Kościoła, przewodniczyli łamaniu chleba (czyli Eucharystii, Mszy świętej) oraz głosili Ewangelię Chrystusa. Gdy liczba Apostołów stała się niewystarczająca, potrzeba było ustanowić im pomocników. Najpierw wybrano mężów, których nazwano diaconos (usługującymi), czyli obecnych dzisiaj diakonów. Oni byli do pomocy, ale nie działali sami, tylko wykonywali zadania zlecone przez Apostołów. Tak jest i dzisiaj. Diakonom powierza się wiele zadań, wspomagają biskupów, ale sami nie sprawują jeszcze czynności kapłańskich. Gdy Apostołowie zakładali nowe wspólnoty wierzących w poszczególnych miastach i miejscowościach potrzebowali przełożonych tych wspólnot. I dlatego – jak czytamy w Piśmie Świętym – ustanawiali presbyteroi (starszych) oraz episcopoi (dozorujących), czego kontynuacją są obecni dzisiaj biskupi (od episkopatu) oraz prezbiterzy. O biskupach i prezbiterach mówimy, że oni realizują funkcje kapłańskie.

Dlatego mówiąc o sakramencie kapłaństwa poprawniej jest używać określenia sakrament święceń, bo wtedy obejmuje to wszystkie trzy stopnie: i diakona, który nie realizuje jeszcze kapłaństwa i prezbiterów oraz biskupów.

Co to znaczy być kapłanem?

Według św. Pawła kapłan to przede wszystkim szafarz Bożych tajemnic. Poucza on: Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny (1 Kor 4, 1-2). Szafarz to określenie specyficzne i oryginalne. Nie sposób je zastąpić innym. Szafarz nie jest właścicielem. Są mu powierzone pewne dobra, aby on je sprawiedliwie i odpowiedzialnie rozdzielał. Kapłan otrzymuje od Jezusa słowo Boże i sakramenty. I musi w duchu odpowiedzialności je przekazywać.

Nie może pozwalać na to, aby podczas głoszenia Bożej nauki, z rożnych powodów: nieprzygotowania, braku szacunku, zbytniej spontaniczności, słowo Boże ucierpiało przez ludzką niedbałość.

Nie może być nonszalancki w sprawowaniu liturgii, robić po swojemu, ale zgodnie z Tradycją Kościoła, bo to jest także wyrazem miłości do Chrystusa.

Musi czasami postawić pewne wymagania, na przykład, przy sakramencie chrztu bądź małżeństwa, nie dlatego, że dziecko jest czemuś winne, nie dlatego, że staje na drodze do pełni czyjejś miłości, ale po prostu dlatego, że za to dziecko i za tę małżeńską miłość w jakimś stopniu czuje się odpowiedzialny.

Kapłan sprawuje Eucharystię in persona Christi, uosabiając Chrystusa, działając w osobie Chrystusa, zastępując Chrystusa, przywołując Chrystusa. Kapłan jest z Eucharystii (ponieważ jego kapłaństwo rodzi się podczas Mszy Świętej, wtedy jest ten sakrament udzielany) jest dla Eucharystii (bo ją każdego dnia sprawuje) i jest za Eucharystię szczególnie odpowiedzialny (gdyż powinien dbać o to, aby sacrum nie przerodziło się w profanum).

Podczas Mszy świętej kapłan zbawcze wydarzenia Kościoła uobecnia. To znaczy dzięki posłudze sakramentalnej, kapłańskiej wydarzenia z Ostatniej Wieczerzy, Golgoty i z poranka Zmartwychwstania stają się aktualne. Jedyna ofiara Jezusa na krzyżu dokonuje się również na konkretnym ołtarzu, w konkretnym kościele, tu i teraz.

Jak realizować kapłaństwo?

Odpowiedź na powyższe pytanie jest trudna, bo choć kapłaństwo jest jedno – Chrystusowe, to tych, którzy je realizują – wielu.

Św. Jan Maria Vianney – patron Roku Kapłańskiego był przekonany, że jako kapłan zasadniczą cześć swojego posługiwania realizuje przez konfesjonał. Spędzał w nim naprawdę dużo czasu. On był z własnego wyboru więźniem konfesjonału.

Inny kapłan św. Maksymilian Maria Kolbe głębię swojego powołania ukazał inaczej. Podczas II wojny światowej został aresztowany i osadzony ostatecznie w Oświęcimiu. Gdy po ucieczce jednego więźnia władze obozowe skazały dziesięciu niewinnych na śmierć głodową, o. Kolbe dobrowolnie ofiarował się za jednego z nich – Franciszka Gajowniczka, który pozostawił w domu żonę i dzieci. Zajął jego miejsce w bunkrze głodowym, gdzie umierał przez dwa tygodnie podtrzymując na duchu towarzyszy niedoli, modląc się i śpiewając z więźniami pieśni religijne. Umarł dobity zastrzykiem 14 sierpnia 1941 roku.

A współcześnie, jak to kapłaństwo realizować?

Podobnie. Trzeba tylko pamiętać, że kapłan i Kościół żyją dzisiaj w swojej epoce. Krytycznie i czujnie obserwują rzeczywistość. Kapłan obecnie żyje w czasach po Soborze Watykańskim II. Żyje po papieżu Pawle VI, który powiedział, że człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami. Żyje po papieżu Janie Pawle II, który powiedział, że człowiek jest drogą Kościoła oraz człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa.

Współczesny kapłan, zwłaszcza ten mieszkający w Polsce, który przeżył spotkanie z Benedyktem XVI w katedrze warszawskiej wie, że – jak mówił papież – wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Owszem, dodatkowo może być znawcą tych dyscyplin. Ale oczekuje się od niego przede wszystkim, aby był ekspertem w dziedzinie życia duchowego.

Współczesny ksiądz – według niektórych ludzi świeckich – powinien być dobrze wykształcony, przede wszystkim w teologii, bo to dziedzina jego codzienności. Potrafi się modlić i modlitwą zarażać innych. Udziela sakramentów. Jest obeznany we współczesnym świecie, zna się na osiągnięciach informatyki, elektroniki. Potrafi korzystać z tych osiągnięć w duszpasterstwie, bo współczesny człowiek – zwłaszcza młody – w tym odnajduje się najlepiej. Dba o swój wizerunek, aby przyciągać, także do Chrystusa, a nie odpychać. A biblijnie mówiąc: z bojaźnią i drżeniem zabiega o zbawienie swoje i innych (por. Flp 2, 4).

Powyżej został zarysowany obraz współczesnego kapłana, a w niektórych sytuacjach na razie marzenia o takim obrazie. Nie jest prawdą – jak czasami zapewniają laickie media – że kapłaństwo wykoślawia, uczy egoizmu i egocentryzmu. Nie jest prawdą, że kapłanem zostaje człowiek, który się do niczego nie nadaje. To prawda, że Bóg wybiera czasem to, co proste i niemocne w oczach świata, ale po to, aby zawstydzić mędrców, mocnych poniżyć, aby żadne stworzenie nie wynosiło się ponad Pana Boga (por. 1 Kor 1, 27-29).

Ksiądz, który jest właściwie ukształtowanym człowiekiem i chrześcijaninem zawsze pozostanie również dobrym kapłanem. I – przy zachowaniu Świętej Ewangelii – potrafi wyjść naprzeciw ludzkim oczekiwaniom oraz podjąć konstruktywny dla chrześcijanina dialog ze współczesnym sposobem myślenia.

Mówi w Ewangelii Chrystus Król: Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Ten rys dawania świadectwa temu, co jest prawdziwe dotyczy również osoby i posługiwania każdego kapłana. Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14, 6). Dlatego tak ważne jest, aby każdy kapłan – skoro uosabia Chrystusa – przybliżał i niósł nam prawdziwy obraz Jezusa Chrystusa. Bo od kapłana w tym względzie również bardzo wiele zależy.

Zamiast zakończenia

I na koniec przypomnienie, które jest fragmentem myśli patrona Roku Kapłańskiego – św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars:

Gdybyśmy nie mieli sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana.
Kto Go umieścił w tabernakulum? Kapłan.
Kto przyjął naszą duszę u początku jej życia? Kapłan.
Kto ją żywi, by dać jej siłę na wędrówkę? Kapłan.
Kto ją przygotuje na spotkanie z Bogiem? Kapłan, ciągle kapłan…
Mógłbyś mieć dwustu aniołów i nie mogliby cię rozgrzeszyć.
A kapłan, choćby najprostszy – może.
Kapłan nie jest kapłanem dla siebie.
Nie udziela sobie rozgrzeszenia, nie udziela sobie sakramentów.
Nie jest dla siebie. Jest dla was.